sobota, 4 marca 2017
sobota, 24 grudnia 2016
Epilog :)
Wesołych świąt !
Ten rozdział czekał na publikacje aż miesiąc :) chciałam go opublikować na święta, żeby zrobić dla was taki prezent :)
Życzę wam zdrowia, szczęścia i miłości <3
Pierwszy rozdział 2 części jest już napisana i opublikuje go w sylwestra ;) myśle, że się spodoba:)
Komentujcie !
Dziś był ostatni dzień mieszkania u Jessiki. Wracam do domu rodziców. Wstałam rano i zaczęłam się ubierać. Spakowałam moje rzeczy i zeszłam na dół. Popatrzyłam się na zegarek wiszący na przedpokoju, który wskazywał 7 rano. Wow Wika, co się stało, że tak szybko wstałaś. Wiedząc, że Jessi nie jest rannym ptaszkiem, mogłam zrobić ostatnie śniadanie. Weszłam do kuchni i wyciągnęłam patelnie. Zrobiłam ciasto na naleśniki i zaczęłam smażyć. Po 10 minutach skończyłam i zaczęłam nakładać na naleśniki nutelle. Podeszłam do drzwi Jessiki i powolutku je otworzyłam. Zobaczyłam Jessike rozłożoną na całym łóżku. Zaśmiałam się pod nosem i podeszłam do kanta łóżka i szturchnęłam wolną ręką Jessiki ramie. Od razu otworzyła oczy i się rozciągnęła. Uśmiechnęłam się do niej i podałam jej śniadanie. Zrobiła wielkie oczy, patrzą się na mnie, oraz wielki uśmiech na ustach.
-Dziękuje.-powiedziała i zaczęła się zajadać. Położyłam się koło niej i zaczęłam rozmyślać, patrząc na sufit. Jessika zauważając to przestała jeść.
-Dalej myślisz o Jadenie?-spytała, biorąc naleśnika do ręki i kończąc go.
-Mhm.-przytaknęłam.
-Nie martw się, napewno przyjdzie i pojedzie z tobą. -powiedziała, odkładając tace na szafkę nocną i przyłączając się do mnie.
-Właśnie boję się, że przyjdę tam i będę na niego czekać, a on nie przyjdzie...
Ostatnie rzeczy do rozpakowania i będę wolna. Mogłam zostawić ciuchy w walizce, bo zostały dwa dni, ale jakoś przy tym zapomniałam na chwile o tym, co się zdarzy. Wkładałam ostatnią koszulkę do szafki, gdy moja Mama zapukała, opierając się o framugę drzwi. Tym zwracając na siebie uwagę.
-I co tam, kochanie ? Co dziś będziesz porabiać?-spytała mama, siadając na krześle od biurka.
-Mamy zamiar z Jessiką i Chrisem jechać na plaże, a potem na zakupy i do restauracji, a co? -spytałam, siadając na łóżko.
-A tak się spytałam, bo dziś w nocy bedą spadające gwiazdy i myślałam, że razem z Tatą, Chrisem i Jessiką pojedziemy je po oglądać.
-Jasne, czemu nie, możemy jechać.-powiedziałam, uśmiechając się do mojej rodzicielki.
-A co z Jadenem? Odzywa się?
-Nie rozmawiałam z nim, od kąt widziałam go w Centrum. Mamo boję się...-powiedziałam, przytrzymując poduszkę przy brzuchu i patrząc na rodzicielkę smutnym wzrokiem.
- Czego kochanie? -spytała.
-Że nie przyjdzie...
-Kochanie, musisz być dobrej myśli. A teraz się nie smuć tylko przebieraj się w strój i leć na plaże, bo taka blada masz mi nie wyjeżdżać, bo pomyślą, że nie wypuszczałam cię na dwór hehe.- zaśmiała się, wstając z krzesła i podchodząc do drzwi.
-Mamo to nie moja winna, że tak mnie słońce nie bierze. -powiedziałam też wstając i podchodząc do szuflady i wyciągając moje Bikini.
-Dobrze, już dobrze, ubieraj się. -powiedziała i wyszła zamykając za sobą drzwi. Weszłam do łazienki i ubrałam się w strój. Wychodząc z łazienki napisałam do Jessi, że już jestem gotowa i mogą po mnie przyjechać. Od razu dostałam wiadomość, że Chris marudzi, jakie ma kąpielówki ubrać. Zaśmiałam się pod nosem i czytałam dalej. ''Zaraz będziemy, jak Księżniczka wybierze se galotki, buźka '' napisałam krótkie "ok" i zaczęłam pakować rzeczy, potrzebne na plaże.
Dostałam wiadomość, że mogę wychodzić, więc zeszłam na dół, pożegnałam się z Rodzicami i wyszłam z domu, kierując się do Jessiki auta. Weszłam na tylnie siedzenie i zaczęła jechać. Zaczęliśmy rozmawiać do jakiej restauracji pójdziemy. Chris nie dawał za wygraną, wiec idziemy na pizzę. Po krótkiej jeździe samochodem, byliśmy już na miejscu. Zapłaciliśmy za parking i zaczęliśmy szukać miejsca do leżenia. Chris znów marudził, że chce przy wodzie leżeć.
-Chris, ty masz może okres? Bo gorzej się zachowujesz, niż baba w ciąży. -powiedziałam, prawie kopiąc Chrisa w tyłek.
-Po prostu dziś mu nic nie pasuje. -powiedziała Jessika, kładąc rzeczy koło wody.
-Zadowolony?-spytała Jessi, patrząc na Chrisa. Chris tylko potaknął z uśmiechem na ustach i pocałował Jessike.
Ściągnęłam moje ciuchy i rozłożyłam mój koc. Kładąc się posmarowałam się olejkiem do opalania i ubrałam moje okulary przeciwsłoneczne i zaczęłam moje Leżing Pleżing.
Chrisowi się zaczęło nudzić i postanowił mnie i Jessike wrzucić do wody. Na jedne ramie wziął mnie, a na drugie Jessike i zaczął iść w stronę Morza. Pytam się, jak nas dwie uniósł. Wszedł do środka, jak by nie było lodowato i szedł, aż doszedł do lini brzucha. My przez całą drogę krzyczałyśmy, żeby nas puścił, albo żeby ktoś nam pomógł, ale nie, nikt nie raczył nawet na nas spojrzeć.
-Którą z was mam pierwszą wrzucić, hm? -spytał się z złowieszczym uśmiechem. -A wiecie co? Nie wrzucę was. I wtedy puścił nas w prost do wody. My szybko się wynurzyłyśmy i zaczęłyśmy się trząść jak galarety.
-Mówiłeś, że nas nie puścisz!-krzyknęła Jessika z wkurzoną buzią do Chrisa.
-Nie mówiłem, że nie puszę was obie naraz haha.-zaczął się śmiać, łapiąc się za brzuch. Popatrzałam na Jessike, a ona na mnie i się do siebie uśmiechnęłyśmy. Jessika podeszła do Chrisa z wielkim uśmiechem na twarzy i rozłożyła ręce, żeby go przytulić. On nie zauważając mnie, jak przechodzę koło niego, rozłożył ręce i Jessika się w niego wtuliła. Wtedy ja wkroczyłam i postawiłam mu haka, a Jessika pociągnęła go do siebie i siup leżał nasz kochany w wodzie, ktusząc się ze śmiechu.
Po dwóch godzinach bawienia się na plaży, poszliśmy się przebrać i iść w stronę auta. Teraz czas na pizzę!
W aucie śpiewałyśmy na głos" Mam te moc", na co Chris błagał wszystkich przez okno, żeby go zabrali.
W pizzeri było kilka osób, nie było tłoku jak zawsze, więc mogliśmy wybrać sobie miejsce. Wzięliśmy miejsce przy oknie. Mieliśmy widok na całe Centrum. Wieczorem jest tu zawsze ładnie. Zapalone lampy uliczne, auta jeżdżące i zapalone światła we wszystkich budynkach. Patrząc się tak na zewnątrz, przypomniała mi się jedna rzecz.
-Właśnie zapomniałam wam powiedzieć, że Mama zaprasza nas na wspólne oglądanie spadających gwiazd i czy nie zechcieli byście się dołączyć, hm?-spytałam się, biorąc menu i oglądając zawartość.
-Jasne, czemu nie i tak nie mamy nic do roboty dziś w nocy...-powiedziała Jessika, uśmiechając się do Chrisa, swoim złowieszczym uśmiechem.
-No weź! Nigdzie nie jedziemy!. -powiedział Chris, oburzony.
-Nie pobzykasz Chris, haha.-powiedziałam śmiejąc się, na co Chris na moje słowa, oburzył się jeszcze bardziej i zamknął się wiedząc, że i tak nie wygra. Nachylił się do menu i zaczął sobie wybierać jedzenie.
-Co mogę podać?- spytała młoda kelnerka, na oko w naszym lub Chrisa wieku, patrząc na Chrisa wzrokiem '' chce cię przelecić'' zauważając to, nie mogłam się opanować i zaczęłam się nie fortunie śmiać. Kelnerka zauważając to popatrzyła teraz w moja stronę, patrząc się na mnie, jak na dziecko specjalnej troski. A Chris się zarumienił, haha.
-Ja poproszę pizze z pieczarkami, a ty kochanie?-wysyczała Jessika w stronę kelnerki i Chrisa.
-To samo poproszę, a ty Wika?
-Ja poproszę pizzę z serem i salami i do tego pepsi.-powiedziałam, już się trochę uspokajając. Dziewczyna napisała wszystko w swoim notesiku, schowała go do kieszeni i odeszła do kuchni.
W jednej sekundzie posmutniałam.
-Będzie mi was brakować.-powiedziałam, ze smutkiem w głosie.
-Właśnie mieliśmy ci coś powiedzieć, ale to nie jest jeszcze pewne.-powiedział Chris i złapał za Jessiki rękę. Ekhem, czy ja dobrze rozumiem ? Będę ciocią ?
-Będziemy się wyprowadzać i to będzie ...New York baby! -powiedziała Jessika.
-Naprawdę? nie wieże jejku, jak się cieszę! -zaczęłam piszczeć, jak dziecko na gwiazdkę. Na co niektóre oczy w sali spoglądały na mnie z dziwnym wyrazem twarzy. Oni zaczęli się cieszyć razem ze mną, aż nie przyszła, ta sama kelnerka z naszymi zamówieniami.
Po pizzy zajechaliśmy już do Rodziców czekając, aż się wyszykują i pojechaliśmy oglądać spadające gwiazdy.
-Spójrz tam ! Woow.-wskazałam na spadającą gwiazdę, mówiąc do siedzącej koło mnie Jessiki. Niebo było bez chmurne tej nocy, więc było dokładnie widać spadające gwiazdy.
Każdy mówi, że jak zobaczy spadającą gwiazdę, to trzeba pomyśleć życzenie, ale czy to się sprawdza ? Może, jak wymówię w myślach życzenie, to może się spełni. Każdy może mieć nadzieje. Pomyślałam o Jadanie, co będzie gdyby? Te pytanie ciągle chodzi mi po głowie. Czy już wyszłam z tego rozdziału z depresją i jak coś nie wyjdzie to czy nie wrócę do początku? Boję się, że znów zostanę sama i że nikt nie będzie mnie rozumiał.. Jaden proszę cię wyjedź ze mną... Potrzebuje cię...
*Perspektywa Jadena*
Co się stało w Centrum, nie powinno się zdażyć. Jestem tak złym chłopakiem, że nie wiem, czy Wiktoria chce jeszcze ze mną być. Powinnienem być przy niej, a nie jak głupi tchórz nie widywać się z nią. Myśle o tym cały czas, czy zostać tu bez niej, czy wyjechać i żyć sobie od nowa razem z dziewczyną, którą kocham...
Wstałem bardzo późno. Spojrzałem zasypanymi oczami na zegarek stojący na mojej szafce nocnej. Była 13. Wziąłem poduszkę, leżącą koło mnie i położyłem sobie ją na twarz. Już dziś wyjeżdża, a ja jeszcze nie podjąłem decyzji. Dlaczego nie możemy tu zostać ?
Wstałem z łóżka i poszedłem do łazienki. Podeszłem do umywali i spojrzałem w lustro. Miałem kilkudniowy zarost i podkrążone oczy. Włączyłem lodowatą wodę i nabrałem trochę na ręce. Podniosłem do mojej twarzy i zanurzyłem ją. Od razu mnie rozbudziła. Umyłem zęby i wyszedłem, idąc do mojego pokoju. Ubrałem jakieś ciuchy i rzuciłem się na łóżko. Wziąłem mój telefon i zauważyłem, że mam jedną nowa wiadomość od nie znanej mi osoby.
Otworzyłem wiadomość i przeczytałem zawartość.
"Kochany Jadenie, może znasz tą dziewuszke? *ząłącznik* Przerwałem czytanie, patrząc na pobitą Liliannę, związaną do jakiegoś łóżka. Wściekły czytałem dalej. " Czas tyka jak zegar, więc się spiesz chłopczyku, jak chcesz widzieć ją żywą..."Ktoś porwał Lilianne i wiem kto jest nadawcą. Wyszedłem pędem z domu i wsiadłem do auta. Z piskiem opon wyjechałem z podjazdu. Kierunek biuro mojego Wuja..
*perspektywa Lilianny*
Wracając wieczorem do domu od Adriana, szłam nie dobrze oświetloną ścieżką, ale tylko ona była najkrótszą drogą do mojego domu.
Idąc, usłyszałam idące za mną kroki. Pomyślałam, że ktoś też chce iść tą stroną, ale się myliłam. Ten ktoś zaczął przyspieszać, więc jak gdyby nic zaczęłam biec, ale on był szybszy ode mnie i złapał mnie za plecy, przykładając do buzi jakąś szmatę. Po chwili już nic nie widziałam i chyba straciłam przytomność.
Gdy się obudziłam, leżałam w jakiejś małej piwnicy, przywiązana do jakiegoś łóżka. Jak można nazwać metalowe oparcie i jakiś stary materac, który był do tego dziurawy. Chciałam się poruszyć, ale moje ręce były tak ściśnięte, że od razu tego pożałowałam.
Było ciemno, ale świeciła mała już prawie rozładowana latarka. Nigdzie nie było okna, więc nie wiedziałam, czy jest rano, czy wieczorem...
*Perspektywa Wiktorii*
Dziś wyjeżdżam ! Cieszę się z tego, ale do tego też się boje, że wyjadę z tego miasta sama. Jaden się nie odzywa, nie wiem czy w ogóle podjął decyzje.
Wstałam i sie przyszykowałam. Na dole czekało już na mnie śniadanie. Wszyscy z domowników siedzieli juz przy stole, zajadając się naleśnikami mojej mamy.
Jak wszystko już zjedliśmy, poszłam na górę zobaczyć, czy niczego nie zapomniałam. Moja Mama ciągle chodziła za mną i wkładała do torb tony jedzenia. Mówiłam jej ciągle, że nie umrzemy z głodu, ale ona i tak nie ustępowała. Chyba wyjadę z tąd z 4 torbami z jedzeniem. Krzyczałam już do taty, żeby zabrał mi ją już z oczu... Umówiłam się z Jessi i Chrisem, że mnie zawiozą na pociąg. Narazie nie jadą ze mną, muszą pierw wszystko uporządkować tu i wtedy już będziemy mieszkać w tym samym mieście.
O godzinie 16 byłam już przyszykowana i zaraz mieli po mnie zajechać. Mam pociąg o 17, ale wole być tam wcześniej..Wiecie korki... No i Jaden...
Pare minut po 16 usłyszałam klakson, więc tata pomógł mi powynosić walizki. Chris wyszedł
z auta i złapał się za głowę, jak zobaczył tyle torb.
-Coś ty tam zabrała ? Pół domu?- spytał, patrząc się, to na mnie, to na torby.
-Nasza mama boi się, że umrę z głodu, więc wsadziła wszystko co mogła zmieścić w trzech torbach. Już sama nie wiem, jak ja się z tym zabiorę.
Spakowali wszystko do środka i trzeba było się żegnać. Podeszłam do taty i przytuliłam się do niego. Tata od razu odwzajemnił uścisk, ale troszkę za mocno, bo nie mogłam oddychać.
-Moja mała dziewczynka wyjeżdża do dużego miasta sama, ja tego nie przeżyje. -powiedział, smutnym głosem.
-Tato, nie będę sama. Będę mieszkać z Leylą i Adrianem no i może... z Jadenem. Nie musisz się o mnie martwić. Przecież będziecie mogli mnie z Mamą odwiedzać. -powiedziałam, uwalniając się z jego uścisku i idąc do już płaczącej Mamy.
-Mamo nie płacz, bo ja zacznę.-powiedziałam, przytulając się do niej.
-Już dobrze, już dobrze. -powiedziała i wytarła ręką oczy.
-Kochanie pamiętaj, bądź tam ostrożna.-powiedziała i mnie puściła. Przyjrzała mi się jeszcze i wszyscy razem poszliśmy do auta. Jeszcze raz się przytuliliśmy i wsiadłam do środka. Chris się też pożegnał i wsiadł do auta. Kierunek stacja.
*Perspektywa Jadena*
Z piskiem opon zaparkowałem auto na parkingu biura mojego Wuja. Wyszedłem z niego pospiesznie i wszedłem do recepcji. Młoda sekretarka właśnie kończyła rozmowę telefoniczną. Podeszłem do niej akurat kiedy kładła słuchawkę.
-Muszę do Wuja.-syknąłem w stronę Sekretarki. Ona Popatrzała się na mnie spod byka.
-Twój Wuj teraz nie może przyjmować gości do swojego biura. -powiedziała i wróciła do podpisywania jakiś papierków.
-Nie obchodzi mnie to. -warknąłem i zacząłem iść w stronę jego biura. Ona próbowała mnie zatrzymać, ale i tak wszedłem do środka. Mój Wuj
siedział przy biurku przed startą papierów do podpisania.
-Wiedziałem, że od razu przyjedziesz.- powiedział, spoglądając na mnie i ściągając okulary z nosa oraz kładąc je koło papierów. Następnie rozłożył się na swoim fotelu.
-Gdzie ona jest?!-wysyczałem.
-Nie tym tonem!-powiedział, a na jego buzi zagościł drwiący uśmieszek. -Jest tam gdzie ty jej nie znajdziesz. -Dodał.
-Co mam zrobić, żebyś ją puścił? -spytałem, bardziej się wkurzając.
-Mądry z ciebie Chłopak.-zaśmiał się. -Są dwie rzeczy. Pierwsza zostawiasz Wiktorię i nie wyjeżdzasz z nią, a druga będziesz dla mnie pracował, proste nieprawdasz ? -spytał, patrząc na mnie znacząco.
Nie mogę zostawić Wiktorii... Dopiero co ją odzyskałem i znów mam ją stracić ? Kocham ją bardzo, ale też wiem do czego jest zdolny mój Wuj. Przecież jak wyjadę z Wiktorią to on zabije Liliannę... I jeszcze dla niego pracować...
Muszę, jak najszybciej podjąć dezycję...
Wuj dał mi 10 minut na zastanowienie się, a tymczasem poszedł zadzwonić do Asystenta, żeby jak się zgodzę wypuścić Liliannę.
-Chyba podjąłem decyzję...-pomyślałem.
Poczekałem na Wuja, który po chwili wrócił do gabinetu.
-I co zamierzasz? -spytał, podnosząc jedną brew do góry.
-Zostaje...a teraz wypuść Liliannę! -powiedziałem, patrząc na niego z wściekłością.
-Nie tak szybko. Najpierw podpiszesz umowę o prace i Wiktoria wyjedzie z miasta, wtedy wypuszczę Liliannę.-powiedział, podając mi umowę. Wziąłem długopis i się podpisałem...
Błagam żeby Wiktoria mi wybaczyła...
*Perspektywa Wiktorii*
Jest godzina odjazdu, a Jadena nie ma... Chyba się łudziłam, że pojedzie ze mną...
- Wiktoria, może zaraz przyjdzie.-powiedziała Jessika. Na co ja pokręciłam głową. Konduktor zaczął krzyczeć, że za 2 minuty odjazd. Przytuliłam się do nich i pojedyńcza łza poleciała mi po policzku, ale od razu ją wytarłam. -Zaraz się będziemy widzieć, więc nie musimy tak się żegnać, a teraz leć bo ci odjadą.-powiedział Chris. Przytuliłam ich ostatni raz i poczłapałam do wejścia. Wsiadłam do pociągu i znalazłam mój sektor. Jak go znalazłam usiadłam i stanęłam w oknie i zobaczyłam, że Jessika i Chris czekają aż odjadę. Usłyszałam gwizdek i zaczęliśmy się powili toczyć. Zaczęłam machać do nich, na co od razu zareagowali i też zaczęli machać. Po chwili już ich nie widziałam tylko pola i lasy...
Ten rozdział czekał na publikacje aż miesiąc :) chciałam go opublikować na święta, żeby zrobić dla was taki prezent :)
Życzę wam zdrowia, szczęścia i miłości <3
Pierwszy rozdział 2 części jest już napisana i opublikuje go w sylwestra ;) myśle, że się spodoba:)
Komentujcie !
Dziś był ostatni dzień mieszkania u Jessiki. Wracam do domu rodziców. Wstałam rano i zaczęłam się ubierać. Spakowałam moje rzeczy i zeszłam na dół. Popatrzyłam się na zegarek wiszący na przedpokoju, który wskazywał 7 rano. Wow Wika, co się stało, że tak szybko wstałaś. Wiedząc, że Jessi nie jest rannym ptaszkiem, mogłam zrobić ostatnie śniadanie. Weszłam do kuchni i wyciągnęłam patelnie. Zrobiłam ciasto na naleśniki i zaczęłam smażyć. Po 10 minutach skończyłam i zaczęłam nakładać na naleśniki nutelle. Podeszłam do drzwi Jessiki i powolutku je otworzyłam. Zobaczyłam Jessike rozłożoną na całym łóżku. Zaśmiałam się pod nosem i podeszłam do kanta łóżka i szturchnęłam wolną ręką Jessiki ramie. Od razu otworzyła oczy i się rozciągnęła. Uśmiechnęłam się do niej i podałam jej śniadanie. Zrobiła wielkie oczy, patrzą się na mnie, oraz wielki uśmiech na ustach.
-Dziękuje.-powiedziała i zaczęła się zajadać. Położyłam się koło niej i zaczęłam rozmyślać, patrząc na sufit. Jessika zauważając to przestała jeść.
-Dalej myślisz o Jadenie?-spytała, biorąc naleśnika do ręki i kończąc go.
-Mhm.-przytaknęłam.
-Nie martw się, napewno przyjdzie i pojedzie z tobą. -powiedziała, odkładając tace na szafkę nocną i przyłączając się do mnie.
-Właśnie boję się, że przyjdę tam i będę na niego czekać, a on nie przyjdzie...
Ostatnie rzeczy do rozpakowania i będę wolna. Mogłam zostawić ciuchy w walizce, bo zostały dwa dni, ale jakoś przy tym zapomniałam na chwile o tym, co się zdarzy. Wkładałam ostatnią koszulkę do szafki, gdy moja Mama zapukała, opierając się o framugę drzwi. Tym zwracając na siebie uwagę.
-I co tam, kochanie ? Co dziś będziesz porabiać?-spytała mama, siadając na krześle od biurka.
-Mamy zamiar z Jessiką i Chrisem jechać na plaże, a potem na zakupy i do restauracji, a co? -spytałam, siadając na łóżko.
-A tak się spytałam, bo dziś w nocy bedą spadające gwiazdy i myślałam, że razem z Tatą, Chrisem i Jessiką pojedziemy je po oglądać.
-Jasne, czemu nie, możemy jechać.-powiedziałam, uśmiechając się do mojej rodzicielki.
-A co z Jadenem? Odzywa się?
-Nie rozmawiałam z nim, od kąt widziałam go w Centrum. Mamo boję się...-powiedziałam, przytrzymując poduszkę przy brzuchu i patrząc na rodzicielkę smutnym wzrokiem.
- Czego kochanie? -spytała.
-Że nie przyjdzie...
-Kochanie, musisz być dobrej myśli. A teraz się nie smuć tylko przebieraj się w strój i leć na plaże, bo taka blada masz mi nie wyjeżdżać, bo pomyślą, że nie wypuszczałam cię na dwór hehe.- zaśmiała się, wstając z krzesła i podchodząc do drzwi.
-Mamo to nie moja winna, że tak mnie słońce nie bierze. -powiedziałam też wstając i podchodząc do szuflady i wyciągając moje Bikini.
-Dobrze, już dobrze, ubieraj się. -powiedziała i wyszła zamykając za sobą drzwi. Weszłam do łazienki i ubrałam się w strój. Wychodząc z łazienki napisałam do Jessi, że już jestem gotowa i mogą po mnie przyjechać. Od razu dostałam wiadomość, że Chris marudzi, jakie ma kąpielówki ubrać. Zaśmiałam się pod nosem i czytałam dalej. ''Zaraz będziemy, jak Księżniczka wybierze se galotki, buźka '' napisałam krótkie "ok" i zaczęłam pakować rzeczy, potrzebne na plaże.
Dostałam wiadomość, że mogę wychodzić, więc zeszłam na dół, pożegnałam się z Rodzicami i wyszłam z domu, kierując się do Jessiki auta. Weszłam na tylnie siedzenie i zaczęła jechać. Zaczęliśmy rozmawiać do jakiej restauracji pójdziemy. Chris nie dawał za wygraną, wiec idziemy na pizzę. Po krótkiej jeździe samochodem, byliśmy już na miejscu. Zapłaciliśmy za parking i zaczęliśmy szukać miejsca do leżenia. Chris znów marudził, że chce przy wodzie leżeć.
-Chris, ty masz może okres? Bo gorzej się zachowujesz, niż baba w ciąży. -powiedziałam, prawie kopiąc Chrisa w tyłek.
-Po prostu dziś mu nic nie pasuje. -powiedziała Jessika, kładąc rzeczy koło wody.
-Zadowolony?-spytała Jessi, patrząc na Chrisa. Chris tylko potaknął z uśmiechem na ustach i pocałował Jessike.
Ściągnęłam moje ciuchy i rozłożyłam mój koc. Kładąc się posmarowałam się olejkiem do opalania i ubrałam moje okulary przeciwsłoneczne i zaczęłam moje Leżing Pleżing.
Chrisowi się zaczęło nudzić i postanowił mnie i Jessike wrzucić do wody. Na jedne ramie wziął mnie, a na drugie Jessike i zaczął iść w stronę Morza. Pytam się, jak nas dwie uniósł. Wszedł do środka, jak by nie było lodowato i szedł, aż doszedł do lini brzucha. My przez całą drogę krzyczałyśmy, żeby nas puścił, albo żeby ktoś nam pomógł, ale nie, nikt nie raczył nawet na nas spojrzeć.
-Którą z was mam pierwszą wrzucić, hm? -spytał się z złowieszczym uśmiechem. -A wiecie co? Nie wrzucę was. I wtedy puścił nas w prost do wody. My szybko się wynurzyłyśmy i zaczęłyśmy się trząść jak galarety.
-Mówiłeś, że nas nie puścisz!-krzyknęła Jessika z wkurzoną buzią do Chrisa.
-Nie mówiłem, że nie puszę was obie naraz haha.-zaczął się śmiać, łapiąc się za brzuch. Popatrzałam na Jessike, a ona na mnie i się do siebie uśmiechnęłyśmy. Jessika podeszła do Chrisa z wielkim uśmiechem na twarzy i rozłożyła ręce, żeby go przytulić. On nie zauważając mnie, jak przechodzę koło niego, rozłożył ręce i Jessika się w niego wtuliła. Wtedy ja wkroczyłam i postawiłam mu haka, a Jessika pociągnęła go do siebie i siup leżał nasz kochany w wodzie, ktusząc się ze śmiechu.
Po dwóch godzinach bawienia się na plaży, poszliśmy się przebrać i iść w stronę auta. Teraz czas na pizzę!
W aucie śpiewałyśmy na głos" Mam te moc", na co Chris błagał wszystkich przez okno, żeby go zabrali.
W pizzeri było kilka osób, nie było tłoku jak zawsze, więc mogliśmy wybrać sobie miejsce. Wzięliśmy miejsce przy oknie. Mieliśmy widok na całe Centrum. Wieczorem jest tu zawsze ładnie. Zapalone lampy uliczne, auta jeżdżące i zapalone światła we wszystkich budynkach. Patrząc się tak na zewnątrz, przypomniała mi się jedna rzecz.
-Właśnie zapomniałam wam powiedzieć, że Mama zaprasza nas na wspólne oglądanie spadających gwiazd i czy nie zechcieli byście się dołączyć, hm?-spytałam się, biorąc menu i oglądając zawartość.
-Jasne, czemu nie i tak nie mamy nic do roboty dziś w nocy...-powiedziała Jessika, uśmiechając się do Chrisa, swoim złowieszczym uśmiechem.
-No weź! Nigdzie nie jedziemy!. -powiedział Chris, oburzony.
-Nie pobzykasz Chris, haha.-powiedziałam śmiejąc się, na co Chris na moje słowa, oburzył się jeszcze bardziej i zamknął się wiedząc, że i tak nie wygra. Nachylił się do menu i zaczął sobie wybierać jedzenie.
-Co mogę podać?- spytała młoda kelnerka, na oko w naszym lub Chrisa wieku, patrząc na Chrisa wzrokiem '' chce cię przelecić'' zauważając to, nie mogłam się opanować i zaczęłam się nie fortunie śmiać. Kelnerka zauważając to popatrzyła teraz w moja stronę, patrząc się na mnie, jak na dziecko specjalnej troski. A Chris się zarumienił, haha.
-Ja poproszę pizze z pieczarkami, a ty kochanie?-wysyczała Jessika w stronę kelnerki i Chrisa.
-To samo poproszę, a ty Wika?
-Ja poproszę pizzę z serem i salami i do tego pepsi.-powiedziałam, już się trochę uspokajając. Dziewczyna napisała wszystko w swoim notesiku, schowała go do kieszeni i odeszła do kuchni.
W jednej sekundzie posmutniałam.
-Będzie mi was brakować.-powiedziałam, ze smutkiem w głosie.
-Właśnie mieliśmy ci coś powiedzieć, ale to nie jest jeszcze pewne.-powiedział Chris i złapał za Jessiki rękę. Ekhem, czy ja dobrze rozumiem ? Będę ciocią ?
-Będziemy się wyprowadzać i to będzie ...New York baby! -powiedziała Jessika.
-Naprawdę? nie wieże jejku, jak się cieszę! -zaczęłam piszczeć, jak dziecko na gwiazdkę. Na co niektóre oczy w sali spoglądały na mnie z dziwnym wyrazem twarzy. Oni zaczęli się cieszyć razem ze mną, aż nie przyszła, ta sama kelnerka z naszymi zamówieniami.
Po pizzy zajechaliśmy już do Rodziców czekając, aż się wyszykują i pojechaliśmy oglądać spadające gwiazdy.
-Spójrz tam ! Woow.-wskazałam na spadającą gwiazdę, mówiąc do siedzącej koło mnie Jessiki. Niebo było bez chmurne tej nocy, więc było dokładnie widać spadające gwiazdy.
Każdy mówi, że jak zobaczy spadającą gwiazdę, to trzeba pomyśleć życzenie, ale czy to się sprawdza ? Może, jak wymówię w myślach życzenie, to może się spełni. Każdy może mieć nadzieje. Pomyślałam o Jadanie, co będzie gdyby? Te pytanie ciągle chodzi mi po głowie. Czy już wyszłam z tego rozdziału z depresją i jak coś nie wyjdzie to czy nie wrócę do początku? Boję się, że znów zostanę sama i że nikt nie będzie mnie rozumiał.. Jaden proszę cię wyjedź ze mną... Potrzebuje cię...
*Perspektywa Jadena*
Co się stało w Centrum, nie powinno się zdażyć. Jestem tak złym chłopakiem, że nie wiem, czy Wiktoria chce jeszcze ze mną być. Powinnienem być przy niej, a nie jak głupi tchórz nie widywać się z nią. Myśle o tym cały czas, czy zostać tu bez niej, czy wyjechać i żyć sobie od nowa razem z dziewczyną, którą kocham...
Wstałem bardzo późno. Spojrzałem zasypanymi oczami na zegarek stojący na mojej szafce nocnej. Była 13. Wziąłem poduszkę, leżącą koło mnie i położyłem sobie ją na twarz. Już dziś wyjeżdża, a ja jeszcze nie podjąłem decyzji. Dlaczego nie możemy tu zostać ?
Wstałem z łóżka i poszedłem do łazienki. Podeszłem do umywali i spojrzałem w lustro. Miałem kilkudniowy zarost i podkrążone oczy. Włączyłem lodowatą wodę i nabrałem trochę na ręce. Podniosłem do mojej twarzy i zanurzyłem ją. Od razu mnie rozbudziła. Umyłem zęby i wyszedłem, idąc do mojego pokoju. Ubrałem jakieś ciuchy i rzuciłem się na łóżko. Wziąłem mój telefon i zauważyłem, że mam jedną nowa wiadomość od nie znanej mi osoby.
Otworzyłem wiadomość i przeczytałem zawartość.
"Kochany Jadenie, może znasz tą dziewuszke? *ząłącznik* Przerwałem czytanie, patrząc na pobitą Liliannę, związaną do jakiegoś łóżka. Wściekły czytałem dalej. " Czas tyka jak zegar, więc się spiesz chłopczyku, jak chcesz widzieć ją żywą..."Ktoś porwał Lilianne i wiem kto jest nadawcą. Wyszedłem pędem z domu i wsiadłem do auta. Z piskiem opon wyjechałem z podjazdu. Kierunek biuro mojego Wuja..
*perspektywa Lilianny*
Wracając wieczorem do domu od Adriana, szłam nie dobrze oświetloną ścieżką, ale tylko ona była najkrótszą drogą do mojego domu.
Idąc, usłyszałam idące za mną kroki. Pomyślałam, że ktoś też chce iść tą stroną, ale się myliłam. Ten ktoś zaczął przyspieszać, więc jak gdyby nic zaczęłam biec, ale on był szybszy ode mnie i złapał mnie za plecy, przykładając do buzi jakąś szmatę. Po chwili już nic nie widziałam i chyba straciłam przytomność.
Gdy się obudziłam, leżałam w jakiejś małej piwnicy, przywiązana do jakiegoś łóżka. Jak można nazwać metalowe oparcie i jakiś stary materac, który był do tego dziurawy. Chciałam się poruszyć, ale moje ręce były tak ściśnięte, że od razu tego pożałowałam.
Było ciemno, ale świeciła mała już prawie rozładowana latarka. Nigdzie nie było okna, więc nie wiedziałam, czy jest rano, czy wieczorem...
*Perspektywa Wiktorii*
Dziś wyjeżdżam ! Cieszę się z tego, ale do tego też się boje, że wyjadę z tego miasta sama. Jaden się nie odzywa, nie wiem czy w ogóle podjął decyzje.
Wstałam i sie przyszykowałam. Na dole czekało już na mnie śniadanie. Wszyscy z domowników siedzieli juz przy stole, zajadając się naleśnikami mojej mamy.
Jak wszystko już zjedliśmy, poszłam na górę zobaczyć, czy niczego nie zapomniałam. Moja Mama ciągle chodziła za mną i wkładała do torb tony jedzenia. Mówiłam jej ciągle, że nie umrzemy z głodu, ale ona i tak nie ustępowała. Chyba wyjadę z tąd z 4 torbami z jedzeniem. Krzyczałam już do taty, żeby zabrał mi ją już z oczu... Umówiłam się z Jessi i Chrisem, że mnie zawiozą na pociąg. Narazie nie jadą ze mną, muszą pierw wszystko uporządkować tu i wtedy już będziemy mieszkać w tym samym mieście.
O godzinie 16 byłam już przyszykowana i zaraz mieli po mnie zajechać. Mam pociąg o 17, ale wole być tam wcześniej..Wiecie korki... No i Jaden...
Pare minut po 16 usłyszałam klakson, więc tata pomógł mi powynosić walizki. Chris wyszedł
z auta i złapał się za głowę, jak zobaczył tyle torb.
-Coś ty tam zabrała ? Pół domu?- spytał, patrząc się, to na mnie, to na torby.
-Nasza mama boi się, że umrę z głodu, więc wsadziła wszystko co mogła zmieścić w trzech torbach. Już sama nie wiem, jak ja się z tym zabiorę.
Spakowali wszystko do środka i trzeba było się żegnać. Podeszłam do taty i przytuliłam się do niego. Tata od razu odwzajemnił uścisk, ale troszkę za mocno, bo nie mogłam oddychać.
-Moja mała dziewczynka wyjeżdża do dużego miasta sama, ja tego nie przeżyje. -powiedział, smutnym głosem.
-Tato, nie będę sama. Będę mieszkać z Leylą i Adrianem no i może... z Jadenem. Nie musisz się o mnie martwić. Przecież będziecie mogli mnie z Mamą odwiedzać. -powiedziałam, uwalniając się z jego uścisku i idąc do już płaczącej Mamy.
-Mamo nie płacz, bo ja zacznę.-powiedziałam, przytulając się do niej.
-Już dobrze, już dobrze. -powiedziała i wytarła ręką oczy.
-Kochanie pamiętaj, bądź tam ostrożna.-powiedziała i mnie puściła. Przyjrzała mi się jeszcze i wszyscy razem poszliśmy do auta. Jeszcze raz się przytuliliśmy i wsiadłam do środka. Chris się też pożegnał i wsiadł do auta. Kierunek stacja.
*Perspektywa Jadena*
Z piskiem opon zaparkowałem auto na parkingu biura mojego Wuja. Wyszedłem z niego pospiesznie i wszedłem do recepcji. Młoda sekretarka właśnie kończyła rozmowę telefoniczną. Podeszłem do niej akurat kiedy kładła słuchawkę.
-Muszę do Wuja.-syknąłem w stronę Sekretarki. Ona Popatrzała się na mnie spod byka.
-Twój Wuj teraz nie może przyjmować gości do swojego biura. -powiedziała i wróciła do podpisywania jakiś papierków.
-Nie obchodzi mnie to. -warknąłem i zacząłem iść w stronę jego biura. Ona próbowała mnie zatrzymać, ale i tak wszedłem do środka. Mój Wuj
siedział przy biurku przed startą papierów do podpisania.
-Wiedziałem, że od razu przyjedziesz.- powiedział, spoglądając na mnie i ściągając okulary z nosa oraz kładąc je koło papierów. Następnie rozłożył się na swoim fotelu.
-Gdzie ona jest?!-wysyczałem.
-Nie tym tonem!-powiedział, a na jego buzi zagościł drwiący uśmieszek. -Jest tam gdzie ty jej nie znajdziesz. -Dodał.
-Co mam zrobić, żebyś ją puścił? -spytałem, bardziej się wkurzając.
-Mądry z ciebie Chłopak.-zaśmiał się. -Są dwie rzeczy. Pierwsza zostawiasz Wiktorię i nie wyjeżdzasz z nią, a druga będziesz dla mnie pracował, proste nieprawdasz ? -spytał, patrząc na mnie znacząco.
Nie mogę zostawić Wiktorii... Dopiero co ją odzyskałem i znów mam ją stracić ? Kocham ją bardzo, ale też wiem do czego jest zdolny mój Wuj. Przecież jak wyjadę z Wiktorią to on zabije Liliannę... I jeszcze dla niego pracować...
Muszę, jak najszybciej podjąć dezycję...
Wuj dał mi 10 minut na zastanowienie się, a tymczasem poszedł zadzwonić do Asystenta, żeby jak się zgodzę wypuścić Liliannę.
-Chyba podjąłem decyzję...-pomyślałem.
Poczekałem na Wuja, który po chwili wrócił do gabinetu.
-I co zamierzasz? -spytał, podnosząc jedną brew do góry.
-Zostaje...a teraz wypuść Liliannę! -powiedziałem, patrząc na niego z wściekłością.
-Nie tak szybko. Najpierw podpiszesz umowę o prace i Wiktoria wyjedzie z miasta, wtedy wypuszczę Liliannę.-powiedział, podając mi umowę. Wziąłem długopis i się podpisałem...
Błagam żeby Wiktoria mi wybaczyła...
*Perspektywa Wiktorii*
Jest godzina odjazdu, a Jadena nie ma... Chyba się łudziłam, że pojedzie ze mną...
- Wiktoria, może zaraz przyjdzie.-powiedziała Jessika. Na co ja pokręciłam głową. Konduktor zaczął krzyczeć, że za 2 minuty odjazd. Przytuliłam się do nich i pojedyńcza łza poleciała mi po policzku, ale od razu ją wytarłam. -Zaraz się będziemy widzieć, więc nie musimy tak się żegnać, a teraz leć bo ci odjadą.-powiedział Chris. Przytuliłam ich ostatni raz i poczłapałam do wejścia. Wsiadłam do pociągu i znalazłam mój sektor. Jak go znalazłam usiadłam i stanęłam w oknie i zobaczyłam, że Jessika i Chris czekają aż odjadę. Usłyszałam gwizdek i zaczęliśmy się powili toczyć. Zaczęłam machać do nich, na co od razu zareagowali i też zaczęli machać. Po chwili już ich nie widziałam tylko pola i lasy...
czwartek, 13 października 2016
Wróciłam!
Hej i czołem :) Dawno mnie tu nie było.. ale nie miałam weny i czasu na pisanie czegokolwiek. Jestem właśnie na pisaniu ostatniego rozdziału tej części i tak będzie druga część! Myślę, że wtedy zaczniecie mi komentować :( Mam jeszcze coś. Zaczęłam poprawiać stare rozdziały, więc jak ktoś chciał by może poczytać i po komentować! Będę wdzięczna ! Pozdrawiam !
środa, 1 czerwca 2016
Rozdział 21
Perspektywa Jadena
Minął tydzień odkąd nie rozmawiam z Wiktorią. Minął tydzień od incydentu z Lilianną. Pewnego dnia zadzwoniła do mnie, czy nie możemy się spotkać. Nie miałem nic do roboty, więc się zgodziłem. Na spotkaniu przepraszała mnie za ten incydent. Uzgodniliśmy, że nie było takiego incydentu i zaczęliśmy się przyjaźnić. Jest w porządku. Tylko za mało mówi o przeszłości, ale nie mam jej tego za złe. Ale też jest bardzo odważna. A z Wiktorią się nie widziałem, bo zawsze jak miałem do niej iść, tchu-żyłem, bo boję się, że spyta mnie znów o to, czy z nią wyjadę, a ja jeszcze nie podjąłem decyzji. Rozmawiałem z Chrisem o Wiktorii. Jak tam u niej? czy jest na mnie zła? czy już ma zamiar wyjeżdżać? Chris powiedział, że narazie nigdzie nie jedzie, bo koleżance się przedłużyło w szkole i musi poczekać jeszcze 2 tygodnie, więc mam jeszcze czas. A najgorsze jest w tym to, że nie wiem co zrobić.
Perspektywa Wiktorii
Dziś minął tydzień od incydentu z Jaden'em w parku. Chciałam się z nim spotkać, ale Jessi odradzała. Mówiła żebym dała mu czas na zastanowienie się. Z wyjazdem musze trochę poczekać, bo Leyla musi skączyć szkole i wtedy będzie mogła się ze mną przeprowadzić, a że przez rok szkolny wyjeżdżała z rodzicami, musi chodzić do letniej szkółki i to nadrobić i wtedy może zamieszkać ze mną. Dziś wstałam bardzo wcześnie, ponieważ nie mogłam spać w nocy. Dziś idę do domu. Muszę pogadać z rodzicami. Powiedzieć im, że wyjeżdżam i że już nie jestem bardzo zła na nich. Wiem, że im się nie spodoba wyjazd, no ale cóż, mam 18 lat i mogę robić co mi się żywnie podoba.
Wstałam z łóżka i podeszłam do moich rzeczy. Wybrałam sobie sukienkę w kolorze karnacji i do tego moje ulubione balerinki. Dziś był piękny słoneczny dzień. Ubrałam się i zeszłam na dół do kuchni. Jessica już stała przy garach i gotowała. Usiadłam sobie przy stole i przysłuchiwałam się jej śpiewaniu.
-Co tam gotujesz?-spytałam, biorąc do ręki gazetę.
Jessika odwróciła się do mnie gwałtownie, zrzucając prawie szklankę z wodą. Ale w ostatniej chwili złapała ją.
-Przestraszyłaś mnie!!- krzyknęła, na co ja się zaśmiałam.
-To nie jest śmieszne, prawie zawału dostałam.-powiedziała udając obrażoną, ale po chwili zaczęła się śmiać.
-To co tam gotujesz?-spytałam jeszcze raz, nie dostając wcześniej odpowiedzi.
- Spagetti bolonesse. -odpowiedziała -Co dziś idziesz do rodziców ?-spytała, mieszając makaron.
-Tak, musze to zrobić, ale boje się trochę.- powiedziałam, przekładając kartkę.
-Nie bój się nic się nie stanie. Po prostu pogadasz z nimi i powiesz im że wyjeżdzasz.
-Mhm.- powiedziałam i stanęłam, podchodząc do lodówki, wyciągając picie i nalewając sobie do szklanki.
-Wyciągniesz talerze ?
-Jasne.- podeszłam do szafki i wyciągnęłam talerze, kładąc je koło niej i usiadłam na swoje miejsce. Ona nakładała spaghetti, nucąc sobie jakąś melodie. Po chwili już zajadaliśmy spaghetti.
Zjadłyśmy a potem zaczęłam myć naczynia.
- Jessika? -zawołałam ją. Ona po chwili pojawiła się w kuchni.
-Tak?
-Pożyczyła byś mi swoje auto? Bo moje jest jeszcze u rodziców.-powiedziałam, wycierając talerz.
-Jasne, nie ma sprawy, a kiedy jedziesz ? -spytała się, pomagając mi w chowaniu naczyń do szafek.
-Hm za jakieś 30 min.- powiedziałam, patrząc się na zegarek.
-Ok, tylko potrzebowała bym go gdzieś za 2 godziny, bo jadę na zakupy. Właśnie! Nie chciała byś jechać ze mną ?- spytała Jessika.
-Jasne pojadę. -powiedziałam uśmiechając się do niej.
Odeszłam od zlewu i udałam się na górę. Poprawiłam się i wyszłam z domu. Gankiem doszłam do auta i wyjechałam z podjazdu, udając się do domu.
Dojechałam do domu. Zobaczyłam dwa auta na podjeździe, więc Tata i Mama są w domu. Zgasiłam auto, ale nie wyszłam z niego. Nie mogłam ruszyć się z miejsca.
Zamknęłam oczy i wzięłam wielki wdech i wydech. Otworzyłam drzwi, nie otwierając oczu. Wysiadłam i otworzyłam oczy. Schyliłam się po kluczyki i zamknęłam auto. Podeszłam do drzwi i lekko zapukałam. Usłyszałam kroki, które się zbliżały. Już chciałam się wycofać, ale nagle otworzyły się drzwi i ujrzałam Tatę. Jego oczy się powiększyły patrząc na mnie. Staliśmy tak w ciszy, aż Tata zrobił pierwszy krok i przytulił mnie. -Witaj Córeczko.
-Witaj Tato.
Usiadłam w salonie, a tata poszedł po mamę. Jak ona weszła do środka i mnie zobaczyła, zamarła.
-Hej Mamo. -powiedziałam, żeby przełamać lody.
Ona nie odpowiedziała tylko podeszła i siadła koło mnie na sofie.
-Przepraszam cię kochanie.-powiedziała i zaczęła płakać.
-Mamo już wszystko dobrze. Przepraszam, że się do was nie odzywałam, ale potrzebowałam czasu.
-Kochanie my to rozumiemy.-powiedział Tata.
-Nie przyszłam tu tylko żeby się pogodzić. Muszę wam coś powiedzieć.
-Tak kochanie?
-Jak się pokłóciliśmy, pojechałam do dziadków i tam poszłam do Leyly i uzgodniłyśmy, że razem zamieszkamy w mieście tam gdzie kiedyś mieszkaliśmy i wiem, że może wam się to nie podobać, ale mam 18 lat i mogę robić co chcę.
-Rozumiemy kochanie, dlatego od nas możesz zamieszkać, jak będziesz wtedy szczęśliwa to my też będziemy.
Pogadaliśmy jeszcze trochę i musiałam już iść, ponieważ Jessika już na mnie czeka. Wzięłam jeszcze parę ciuchów i powiedziałam rodzicom, że jeszcze dziś przyjadę po auto. Wyszłam z domu i udałam się do auta. Weszłam do środka i wyciągnęłam z kieszeni telefon i wybrałam numer Jessiki.
-Halo? - odebrała po 2 sygnale.
-Możesz za 5 min wychodzić, zaraz będę koło domu. -powiedziałam odpalając auto.
-Ok to idę ubrać kurtkę i wychodzę, wziąć ci coś?
-Tak, mogła byś wziąć mój portfel.
-Jasne to do zobaczenia.
Rozłączyłam się i wyjechałam z podjazdu. Ruszając w stronę domu.
Po 5 minutach byłam koło domu.
Jessika wsiadła na miejsce pasażera i pojechałyśmy do centrum handlowego.
Chodziłyśmy po sklepach, kupując dużo ciuchów. Po 2 godzinach już nie czułyśmy nóg.
-Jedziemy już, bolą mnie nogi.-powiedziałam zdyszana.
-Jasne popieram ten pomysł.
Zaczęłyśmy iść w stronę wyjścia. Jak byłyśmy już prawie na miejscu, stanęłam jak wryta. Zobaczyłam tam Jadena i jakąś dziewczynę. On chyba mnie zauważył, bo też stanął, ale się otrząsnął i podszedł do mnie.
-Hej Wiktoria.-powiedział zmieszany.
-Hej co ty tu robisz?- spytałam, zazdrosna.
-Przyszedłem tu z Przyjaciółką po prezent.
-A do mnie to nie raczyłeś przyjść, jestem do cholery twoją dziewczyną! -powiedziałam wkurzona.
-Miałem zamiar, ale nie podjąłem jeszcze decyzji, czy chcę z tobą wyjechać.
-Nie musiałeś mi mówić, czy już podjąłeś decyzje, tylko przyjść i pogadać ze mną!
-Przepraszam Kochanie.
-Nie nazywaj mnie tak ! Albo przyjdziesz w dzień wyjazdu i pojedziesz ze mną albo nie. Nie obchodzi mnie to. Chodź Jessika nie chcę tu stać. Odeszłam od nich i zaczęłam iść w stronę wyjścia. Wyszłam ze sklepu i udałam się do auta. Otworzyłam bagażnik i wsiadłam do auta. Poczekałam chwilę na Jessikę i wyjechałyśmy z parkingu wprost do moich rodziców. Jak byłyśmy koło domu, wyszłam i poszłam po kluczyki. Mama dała mi kluczyki i wsiadłam do mojego auta i zaczęłyśmy jechać do domu.
2 kom. nowy rozdział :)
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hejka :) Pzepraszam, przepraszam, przepraszam za tak długą nieobecność po prostu nie miałam weny :( nie wiem czy będę dodawać co tydzien zobaczymy. A i Wszystkiego Najlepszego w dniu Dziecka !
Minął tydzień odkąd nie rozmawiam z Wiktorią. Minął tydzień od incydentu z Lilianną. Pewnego dnia zadzwoniła do mnie, czy nie możemy się spotkać. Nie miałem nic do roboty, więc się zgodziłem. Na spotkaniu przepraszała mnie za ten incydent. Uzgodniliśmy, że nie było takiego incydentu i zaczęliśmy się przyjaźnić. Jest w porządku. Tylko za mało mówi o przeszłości, ale nie mam jej tego za złe. Ale też jest bardzo odważna. A z Wiktorią się nie widziałem, bo zawsze jak miałem do niej iść, tchu-żyłem, bo boję się, że spyta mnie znów o to, czy z nią wyjadę, a ja jeszcze nie podjąłem decyzji. Rozmawiałem z Chrisem o Wiktorii. Jak tam u niej? czy jest na mnie zła? czy już ma zamiar wyjeżdżać? Chris powiedział, że narazie nigdzie nie jedzie, bo koleżance się przedłużyło w szkole i musi poczekać jeszcze 2 tygodnie, więc mam jeszcze czas. A najgorsze jest w tym to, że nie wiem co zrobić.
Perspektywa Wiktorii
Dziś minął tydzień od incydentu z Jaden'em w parku. Chciałam się z nim spotkać, ale Jessi odradzała. Mówiła żebym dała mu czas na zastanowienie się. Z wyjazdem musze trochę poczekać, bo Leyla musi skączyć szkole i wtedy będzie mogła się ze mną przeprowadzić, a że przez rok szkolny wyjeżdżała z rodzicami, musi chodzić do letniej szkółki i to nadrobić i wtedy może zamieszkać ze mną. Dziś wstałam bardzo wcześnie, ponieważ nie mogłam spać w nocy. Dziś idę do domu. Muszę pogadać z rodzicami. Powiedzieć im, że wyjeżdżam i że już nie jestem bardzo zła na nich. Wiem, że im się nie spodoba wyjazd, no ale cóż, mam 18 lat i mogę robić co mi się żywnie podoba.
Wstałam z łóżka i podeszłam do moich rzeczy. Wybrałam sobie sukienkę w kolorze karnacji i do tego moje ulubione balerinki. Dziś był piękny słoneczny dzień. Ubrałam się i zeszłam na dół do kuchni. Jessica już stała przy garach i gotowała. Usiadłam sobie przy stole i przysłuchiwałam się jej śpiewaniu.
-Co tam gotujesz?-spytałam, biorąc do ręki gazetę.
Jessika odwróciła się do mnie gwałtownie, zrzucając prawie szklankę z wodą. Ale w ostatniej chwili złapała ją.
-Przestraszyłaś mnie!!- krzyknęła, na co ja się zaśmiałam.
-To nie jest śmieszne, prawie zawału dostałam.-powiedziała udając obrażoną, ale po chwili zaczęła się śmiać.
-To co tam gotujesz?-spytałam jeszcze raz, nie dostając wcześniej odpowiedzi.
- Spagetti bolonesse. -odpowiedziała -Co dziś idziesz do rodziców ?-spytała, mieszając makaron.
-Tak, musze to zrobić, ale boje się trochę.- powiedziałam, przekładając kartkę.
-Nie bój się nic się nie stanie. Po prostu pogadasz z nimi i powiesz im że wyjeżdzasz.
-Mhm.- powiedziałam i stanęłam, podchodząc do lodówki, wyciągając picie i nalewając sobie do szklanki.
-Wyciągniesz talerze ?
-Jasne.- podeszłam do szafki i wyciągnęłam talerze, kładąc je koło niej i usiadłam na swoje miejsce. Ona nakładała spaghetti, nucąc sobie jakąś melodie. Po chwili już zajadaliśmy spaghetti.
Zjadłyśmy a potem zaczęłam myć naczynia.
- Jessika? -zawołałam ją. Ona po chwili pojawiła się w kuchni.
-Tak?
-Pożyczyła byś mi swoje auto? Bo moje jest jeszcze u rodziców.-powiedziałam, wycierając talerz.
-Jasne, nie ma sprawy, a kiedy jedziesz ? -spytała się, pomagając mi w chowaniu naczyń do szafek.
-Hm za jakieś 30 min.- powiedziałam, patrząc się na zegarek.
-Ok, tylko potrzebowała bym go gdzieś za 2 godziny, bo jadę na zakupy. Właśnie! Nie chciała byś jechać ze mną ?- spytała Jessika.
-Jasne pojadę. -powiedziałam uśmiechając się do niej.
Odeszłam od zlewu i udałam się na górę. Poprawiłam się i wyszłam z domu. Gankiem doszłam do auta i wyjechałam z podjazdu, udając się do domu.
Dojechałam do domu. Zobaczyłam dwa auta na podjeździe, więc Tata i Mama są w domu. Zgasiłam auto, ale nie wyszłam z niego. Nie mogłam ruszyć się z miejsca.
Zamknęłam oczy i wzięłam wielki wdech i wydech. Otworzyłam drzwi, nie otwierając oczu. Wysiadłam i otworzyłam oczy. Schyliłam się po kluczyki i zamknęłam auto. Podeszłam do drzwi i lekko zapukałam. Usłyszałam kroki, które się zbliżały. Już chciałam się wycofać, ale nagle otworzyły się drzwi i ujrzałam Tatę. Jego oczy się powiększyły patrząc na mnie. Staliśmy tak w ciszy, aż Tata zrobił pierwszy krok i przytulił mnie. -Witaj Córeczko.
-Witaj Tato.
Usiadłam w salonie, a tata poszedł po mamę. Jak ona weszła do środka i mnie zobaczyła, zamarła.
-Hej Mamo. -powiedziałam, żeby przełamać lody.
Ona nie odpowiedziała tylko podeszła i siadła koło mnie na sofie.
-Przepraszam cię kochanie.-powiedziała i zaczęła płakać.
-Mamo już wszystko dobrze. Przepraszam, że się do was nie odzywałam, ale potrzebowałam czasu.
-Kochanie my to rozumiemy.-powiedział Tata.
-Nie przyszłam tu tylko żeby się pogodzić. Muszę wam coś powiedzieć.
-Tak kochanie?
-Jak się pokłóciliśmy, pojechałam do dziadków i tam poszłam do Leyly i uzgodniłyśmy, że razem zamieszkamy w mieście tam gdzie kiedyś mieszkaliśmy i wiem, że może wam się to nie podobać, ale mam 18 lat i mogę robić co chcę.
-Rozumiemy kochanie, dlatego od nas możesz zamieszkać, jak będziesz wtedy szczęśliwa to my też będziemy.
Pogadaliśmy jeszcze trochę i musiałam już iść, ponieważ Jessika już na mnie czeka. Wzięłam jeszcze parę ciuchów i powiedziałam rodzicom, że jeszcze dziś przyjadę po auto. Wyszłam z domu i udałam się do auta. Weszłam do środka i wyciągnęłam z kieszeni telefon i wybrałam numer Jessiki.
-Halo? - odebrała po 2 sygnale.
-Możesz za 5 min wychodzić, zaraz będę koło domu. -powiedziałam odpalając auto.
-Ok to idę ubrać kurtkę i wychodzę, wziąć ci coś?
-Tak, mogła byś wziąć mój portfel.
-Jasne to do zobaczenia.
Rozłączyłam się i wyjechałam z podjazdu. Ruszając w stronę domu.
Po 5 minutach byłam koło domu.
Jessika wsiadła na miejsce pasażera i pojechałyśmy do centrum handlowego.
Chodziłyśmy po sklepach, kupując dużo ciuchów. Po 2 godzinach już nie czułyśmy nóg.
-Jedziemy już, bolą mnie nogi.-powiedziałam zdyszana.
-Jasne popieram ten pomysł.
Zaczęłyśmy iść w stronę wyjścia. Jak byłyśmy już prawie na miejscu, stanęłam jak wryta. Zobaczyłam tam Jadena i jakąś dziewczynę. On chyba mnie zauważył, bo też stanął, ale się otrząsnął i podszedł do mnie.
-Hej Wiktoria.-powiedział zmieszany.
-Hej co ty tu robisz?- spytałam, zazdrosna.
-Przyszedłem tu z Przyjaciółką po prezent.
-A do mnie to nie raczyłeś przyjść, jestem do cholery twoją dziewczyną! -powiedziałam wkurzona.
-Miałem zamiar, ale nie podjąłem jeszcze decyzji, czy chcę z tobą wyjechać.
-Nie musiałeś mi mówić, czy już podjąłeś decyzje, tylko przyjść i pogadać ze mną!
-Przepraszam Kochanie.
-Nie nazywaj mnie tak ! Albo przyjdziesz w dzień wyjazdu i pojedziesz ze mną albo nie. Nie obchodzi mnie to. Chodź Jessika nie chcę tu stać. Odeszłam od nich i zaczęłam iść w stronę wyjścia. Wyszłam ze sklepu i udałam się do auta. Otworzyłam bagażnik i wsiadłam do auta. Poczekałam chwilę na Jessikę i wyjechałyśmy z parkingu wprost do moich rodziców. Jak byłyśmy koło domu, wyszłam i poszłam po kluczyki. Mama dała mi kluczyki i wsiadłam do mojego auta i zaczęłyśmy jechać do domu.
2 kom. nowy rozdział :)
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hejka :) Pzepraszam, przepraszam, przepraszam za tak długą nieobecność po prostu nie miałam weny :( nie wiem czy będę dodawać co tydzien zobaczymy. A i Wszystkiego Najlepszego w dniu Dziecka !
niedziela, 8 maja 2016
Hejka :) Przepraszam, że nie wrzucałam żadnego rozdziału, ale miałam za dużo nauki, żeby coś napisać. :( Dziś postaram się wieczorem dodać jakiś mały rozdział. Powoli dochodzimy do końca i planuje zrobić 2 część :) Ale to tylko od was zależy :) Zróbmy tak jak będą 2 komentarze będę pisać dalszą część.
niedziela, 17 kwietnia 2016
Rozdział 20
*Perspektywa Jadena *
-Ja.. Nie wiem Wiktoria. Muszę to przemyśleć. -powiedziałem i bez pożegnania odwróciłem się i zacząłem iść do wyjścia z parku. Nie wiem co mam zrobić. Kocham Wiktorię i nie chcę znów jej stracić, ale też nie mogę tego wszystkiego teraz zostawić. Mama mnie teraz potrzebuje, po odejściu taty się załamała i potrzebuje mojej pomocy. -Z zamyśleń wyrwał mnie sygnał dobiegający z mojego telefonu. Bez patrzenia kto to odebrałem.
-Czego?-powiedziałem do słuchawki, nie zatrzymując się. -Ło co tak ostro.- powiedziała osoba po drugiej stronie. Nie poznałem żadnego znajomego głosu.
- Kto mówi?-spytałem, wsiadając do auta i je odpalając.
-Lilianna, pamiętasz, wpadliśmy na siebie w sklepie.-powiedziała. Przypomniało mi się już z kąd ją znam.
-Przepraszam, że tak zacząłem rozmowę, ale nie mam nastroju żeby gadać.-powiedziałem, zapinając pas i wyjeżdżając z parkingu.
-Nic nie szkodzi, mogę później zadzwonić.-powiedziała dziewczyna.
-Nie, oco chodzi?-spytałem.
-Miał byś czas mi pomóc znieść z mojego mieszkania pudła, chcę zrobić małe pożądki, a sama ich wszystkich nie zniosę?-spytała.
-Em a kiedy?- podrapałem się po głowie, bo nie zabardzo chciałem się z nią spotkać.
-Dziś pod wieczór może być?-powiedziała dziewczyna.
-No dobrze, to podaj mi adres i o 19 będę.-powiedziałem zmieniając biegi lewą ręką.
-Wspaniale dzięki, jesteś kochany. To ja już ci wysyłam adres i widzimy się o 19 pa! -powiedziała.
-Ok pa!-powiedziałem i nacisnąłem czerwoną słuchawkę. Położyłem telefon na miejscu pasażera i stanąłem na światłach, czekając na zielone..
*Perspektywa Wiktorii*
-Muszę to przemyśleć.-powiedział Jaden i odwrócił się i poszedł w stronę wyjścia. Ja tylko stałam jak wryta i nie wiedziałam co się dzieje. Właśnie sobie poszedł. Bez pożegnania a ni nic. Wyciągnęłam telefon i wybrałam numer do Jessiki. Jeden sygnał.. Drugi..
-Halo? Wiktoria kiedy wracasz, późno się robi. -powiedziała, zatroskana Jessika.
-Właśnie chciałam wracać,ale Jaden stanął mi na drodzę. Chris nie może trzymać gemby na kłudkę, powiedział to Jadenowi, a ja chciałam to jemu na spokojnie powiedzieć. No ale miejsza o to, jak mu to powiedziałam, to był cicho i powiedziałam czy coś powie, a on na to, że nie wie i że musi to przemyśleć, a to teraz najlepsze, zostawił mnie bez słowa. Poprostu się odwrócił i poszedł. Bez pożegnania a ni nic. -powiedziałam wychodząc z parku, kierując się w stronę domu Jessiki.
-Nie martw się. Musi to przemyśleć. Zobaczysz, że wszystko będzie dobrze. -powiedziała Jessika.
-Mam nadzieje, za 7 min będę w domu. Zapaż herbaty. A jest jeszcze Chris? -spytałam, skręcając w stronę świateł.
-Jest. Tylko proszę nie kuć się z nim więcej, bo nie chcę mnieć w domu paranormal activity.-powiedziała zabawnym głosem.
-Nie jesteśmy tak straszni hehe. Ok zaraz pogadamy pa.
-Pa!- powiedziała. Kliknęłam na czerwoną słuchawkę i schowałam telefon do tylnej kieszeni spodni. Jeszcze 2 ulice i będę w ciepłym domu.
*Perpektywa Jedena*
Za 15 min będzie 19 więc musze już się zbierać. Wstałem z fotela, wyłączając pilotem telewizor. Podeszłem do szafy i wyciągnąłem z niej moją czarną beseballówkę i ubrałem ją. Ubrałem moję czarne Jordany. Następnie wziąłem klucze i wyszedłem zamykając drzwi na klucz. Na dworze stawało się już ciemno i latarnie już się włączały. Przez trawnik doszłem do auta i weszłem do niego. Odblokowałem telefon, włączając wiadomości, sprawdzając adres do Lilianny. To niedaleko, więc nie muszę się spieszyć. Wyjechałem z podjazdu i ruszyłem ulicą do jej domu.
Po 5 minutach stałem koło wielkiego bloku. Wysiadłem z auta i ruszyłem w stronę drzwi. Weszłem do środka i udałem się po schodach na 4 piętro. Dlaczego nie zrobili tu windy?
Jak byłem już na 4 piętrze zapukałem do Lilianny. Po chwili otworzyła mi i przywitała mnie z uśmiechem na twarzy. Wpuściła mnie do środka. Weszłem do środka, rozglądając się. Było to mieszkanie bardzo małe, no ale dla niej w zupełności wystarczy.
-No to bierzmy się do roboty.-powiedziałem.-Gdzie masz te pudła?-spytałem.
-Chodź, mam je w tamtym pokoju. -powiedziała, pokazując mi 2 pokój od lewej. Weszłem do niego i zobaczyłem 12 dużych pudeł.
-No to do roboty. -powiedziałem i podeszłem do jednego pudła podnosząc je.
Po 20 minutach wchodzenia i wychodzenia, skączyliśmy. Upadłem na sofę, a ona koło mnie.
-Dziękuję, na prawdę sama bym tego nie zrobiła.-powiedziała dysząc.
- Nie ma sprawy. -powiedziałem też zdyszany.
-A zapomniała bym, mam jeszcze dwa pudła, dał byś radę jeszcze raz przejść się?-spytała.
-No Oki. -powiedziałem wstając. Poszliśmy do innego pokoju i jak Lilianna zapaliła światło, ujżałam 2 pudła. Podeszłem do nich i wziełem jedno. Jak wstawałem, podknęłem się i pudło spadło, a ja poleciałem na Lilianne. Dzieliło nas minimetry. Ona przysuwała się żeby mnie pocałować, ale szybko się odcknąłem. Szybko się odsunąłem.
-Przepraszam, nie chciałem ci wysyłać znaków.-powiedziałem zirytowany.
-To ja przepraszam, nie wiem co mnie poniosło.-powiedziała.
-Ja już będę się zbierał już późno.-powiedziałem.
-Jasne, podprowadzę cie do drzwi.-powiedziała i zaczęła iść w stronę wyjścia. Ja szedłem za nią.
Otworzyła drzwi i wyszedłem.
-Dzięki raz jeszcze za pomoc.-powiedziała.
-Nie ma sprawy.-powiedziałem uśmiechając się.
-To do zobaczenia.-powiedziała.
-Do zobaczenia.- powiedziałem i zszedłem na dół. Wyszedłem z klatki i udałem się do zaparkowanego na parkingu auta. Wsiadłem do niego i pojechałem do domu.
*Perspektywa Lilianny*
Wyszedł, a ja zamknęłam drzwi na klucz. -Misja nie udana.-powiedziałam sama do siebie. Nie wiem co powiedzieć Chefowi. Jaden za bardzo kocha tą dziewczynę, żeby ją zdradzić. Wzięłam mój telefon z szafki nocnej i wybrałam numer Chefa. Jeden sygnał.. Drugi.
-Zrobiłaś ?-powiedział na wstęp.
-Chefie był u mnie, pomógł i chciałam go pocałować, ale oderwał się ode mnie jak poparzony i wyszedł.
-Ty zawsze wszystko z pieprzysz, zrobię to sam. -powiedział i się rozłączył. Mam dziwne przeczucie że nie skonczy to się fajnie....
-------------------------
Przepraszam że tak długo nie było, ale szkoła mi się zaczęła
niedziela, 20 marca 2016
Rozdzial 19
-Co ty robisz?!- krzyknął w moją stronę.
- Wyprowadzam się. Mam 18 lat i nie muszę mieszkać z rodzicami i ich się słuchać, jestem już w takim wieku, że mogę ręczyć już za siebie. A jak ci to się nie podoba to trudno, już podjęłam decyzje i będę się tego trzymać.-powiedziałam.
-A daleko ?Wiedzą rodzice? Mówiłaś Jadenowi ? Co z waszym związkiem?-spytał Chris.
-Przeprowadzam się tam gdzie kiedyś mieszkałam. Będę mieszkać z moją przyjaciółką z dzieciństwa. Rodzice jeszcze tego nie wiedzą, ale mam czas na to do końca tygodnia. A z Jaden'em nie wiem. Nie mówiłam mu tego jeszcze, bo z nikim się nie kontaktowałam. Nie wiem co z naszym związkiem, ale jak nie będzie chciał ze mną jechać to trudno, już się przyzwyczaiłam, że jestem sama i że go nie ma w moim życiu. Na pewno będzie to boleć, ale takie jest życie.-powiedziałam.
- Wyprowadzam się. Mam 18 lat i nie muszę mieszkać z rodzicami i ich się słuchać, jestem już w takim wieku, że mogę ręczyć już za siebie. A jak ci to się nie podoba to trudno, już podjęłam decyzje i będę się tego trzymać.-powiedziałam.
-A daleko ?Wiedzą rodzice? Mówiłaś Jadenowi ? Co z waszym związkiem?-spytał Chris.
-Przeprowadzam się tam gdzie kiedyś mieszkałam. Będę mieszkać z moją przyjaciółką z dzieciństwa. Rodzice jeszcze tego nie wiedzą, ale mam czas na to do końca tygodnia. A z Jaden'em nie wiem. Nie mówiłam mu tego jeszcze, bo z nikim się nie kontaktowałam. Nie wiem co z naszym związkiem, ale jak nie będzie chciał ze mną jechać to trudno, już się przyzwyczaiłam, że jestem sama i że go nie ma w moim życiu. Na pewno będzie to boleć, ale takie jest życie.-powiedziałam.
Perspektywa Jadena
Przez cały tydzień szukaliśmy Wiktorii, ale ona się rozpłynęła. Leże teraz w moim łóżku i siedzę na Facebooku, oglądając co nowego dodali moi przyjaciele. Po chwili dostałem SMS od Chrisa. Wychodzę z Fb. Włączam wiadomość i czytam co do mnie napisał. Zrobiło mi się ciepło i kamień spadł mi z serca. Czytam dalej i zamarłem. Wiktoria chcę się wyprowadzić z miasta ? Od razu mu odpisuje, czy jest koło niego. Po paru minutach dostaje odpowiedź, że wyszła do parku. Wyskoczyłem z łóżka i zacząłem się ubierać. Wziąłem klucze i wyszedłem z domu kierując się do parku. Szybkim krokiem doszedłem do parku i ujrzałem ją, jak idzie w moją stronę nie zauważając mnie. Widać, że nad czymś myślała. Stanąłem jej na drodze. Ona patrzy się w moje oczy i staje gwałtownie.
-Kiedy chciałaś mi to powiedzieć ? -spytałem, patrząc na nią.
-Chris.. Miałam ci to powiedzieć jutro, ale widać, że Chris był szybszy.-powiedziała wkurzona.
-A dlaczego nie powiedziałaś mi wcześniej ? Co będzie z nami?- spytałem.
- Bo nie wiedziałam, że oficjalnie wyjeżdżam. Nie wiem co z nami… jak będziesz chciał ze mną jechać i ze mną zamieszkać to będę się cieszyć, a jak chcesz zostać to nie widzę naszego związku, wiesz, że związki na odległość się nie sprawdzają. -powiedziała i miała racje. Jak pojadę z nią to będę z nią, a jak nie pojadę to co to będzie za związek, jak będziemy się na pewno mało widzieć. Zastała cisza. Którą przerwała Wiktoria.
- Powiesz coś? -spytała.- Ja...
-Kiedy chciałaś mi to powiedzieć ? -spytałem, patrząc na nią.
-Chris.. Miałam ci to powiedzieć jutro, ale widać, że Chris był szybszy.-powiedziała wkurzona.
-A dlaczego nie powiedziałaś mi wcześniej ? Co będzie z nami?- spytałem.
- Bo nie wiedziałam, że oficjalnie wyjeżdżam. Nie wiem co z nami… jak będziesz chciał ze mną jechać i ze mną zamieszkać to będę się cieszyć, a jak chcesz zostać to nie widzę naszego związku, wiesz, że związki na odległość się nie sprawdzają. -powiedziała i miała racje. Jak pojadę z nią to będę z nią, a jak nie pojadę to co to będzie za związek, jak będziemy się na pewno mało widzieć. Zastała cisza. Którą przerwała Wiktoria.
- Powiesz coś? -spytała.- Ja...
Perpektywa Lilianny
Narazie miałam przerwę od adorowania Jadena i miałam czas, który spędziłam z Aidenem. Poznałam jego przyjaciół, którzy mnie przywitali z otwartymi rękami. Polubiłam ich i prawie co dziennie przesiaduje u nich. Na imprezie bawiłam się fajnie. Aiden nie spuszczał mnie z oka i nie dawał za dużo pić. Jak jacyś faceci chcieli ze mną firtować to odchodzili z kwitkiem. Aiden czasami znikał bez słowa, ale wiem że musi też pracować, a nie ze mną siedzieć. Jak pytam jaka to praca to zaczyna inny temat i już do tego nie wracamy. A może i to lepiej, że nie wiem gdzie pracuje, bo nie martwię się czy mu się coś stanie.
Siedzimy teraz w kawiarni koło parku i pijemy naszą śniadaniową kawę. Wpatruje się w zakochane osoby, które idą przez park, albo ludzi którzy biegną spóźnieni do pracy. Z zamyśleń otrząsa mnie telefon. Patrze na wyświetlacz i już psuje mi to cały dzień. Przez chwile się waham, ale odbieram.
-Halo, kto mówi? -pytam jak głupia, żeby nie zauważył, że tak długo nie odbierałam, bo nie chciałam z nim gadać.
-Masz się spotkać z Jaden'em. Zadzwoń do niego, że potrzebujesz jego pomocy, wymyśl coś. I pamiętaj nie zrobisz tego, możesz się już pożegnać. -powiedział mój szef i się rozłączył. Nie wiedziałam co zrobić, no bo nie chcę, tego robić, ale też nie chcę umrzeć.
-Co się stało? Kto zadzwonił?-Aiden zaczął zadawać pytania.
-Mój szef.. Chcę żebym znów rozkochała w sobie Jadena....
-Halo, kto mówi? -pytam jak głupia, żeby nie zauważył, że tak długo nie odbierałam, bo nie chciałam z nim gadać.
-Masz się spotkać z Jaden'em. Zadzwoń do niego, że potrzebujesz jego pomocy, wymyśl coś. I pamiętaj nie zrobisz tego, możesz się już pożegnać. -powiedział mój szef i się rozłączył. Nie wiedziałam co zrobić, no bo nie chcę, tego robić, ale też nie chcę umrzeć.
-Co się stało? Kto zadzwonił?-Aiden zaczął zadawać pytania.
----------------------
Hej ! Dziś taki krótki ale postaram się w tyg. Też coś dodać :* Komentujcie :*
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
