Wesołych świąt !
Ten rozdział czekał na publikacje aż miesiąc :) chciałam go opublikować na święta, żeby zrobić dla was taki prezent :)
Życzę wam zdrowia, szczęścia i miłości <3
Pierwszy rozdział 2 części jest już napisana i opublikuje go w sylwestra ;) myśle, że się spodoba:)
Komentujcie !
Dziś był ostatni dzień mieszkania u Jessiki. Wracam do domu rodziców. Wstałam rano i zaczęłam się ubierać. Spakowałam moje rzeczy i zeszłam na dół. Popatrzyłam się na zegarek wiszący na przedpokoju, który wskazywał 7 rano. Wow Wika, co się stało, że tak szybko wstałaś. Wiedząc, że Jessi nie jest rannym ptaszkiem, mogłam zrobić ostatnie śniadanie. Weszłam do kuchni i wyciągnęłam patelnie. Zrobiłam ciasto na naleśniki i zaczęłam smażyć. Po 10 minutach skończyłam i zaczęłam nakładać na naleśniki nutelle. Podeszłam do drzwi Jessiki i powolutku je otworzyłam. Zobaczyłam Jessike rozłożoną na całym łóżku. Zaśmiałam się pod nosem i podeszłam do kanta łóżka i szturchnęłam wolną ręką Jessiki ramie. Od razu otworzyła oczy i się rozciągnęła. Uśmiechnęłam się do niej i podałam jej śniadanie. Zrobiła wielkie oczy, patrzą się na mnie, oraz wielki uśmiech na ustach.
-Dziękuje.-powiedziała i zaczęła się zajadać. Położyłam się koło niej i zaczęłam rozmyślać, patrząc na sufit. Jessika zauważając to przestała jeść.
-Dalej myślisz o Jadenie?-spytała, biorąc naleśnika do ręki i kończąc go.
-Mhm.-przytaknęłam.
-Nie martw się, napewno przyjdzie i pojedzie z tobą. -powiedziała, odkładając tace na szafkę nocną i przyłączając się do mnie.
-Właśnie boję się, że przyjdę tam i będę na niego czekać, a on nie przyjdzie...
Ostatnie rzeczy do rozpakowania i będę wolna. Mogłam zostawić ciuchy w walizce, bo zostały dwa dni, ale jakoś przy tym zapomniałam na chwile o tym, co się zdarzy. Wkładałam ostatnią koszulkę do szafki, gdy moja Mama zapukała, opierając się o framugę drzwi. Tym zwracając na siebie uwagę.
-I co tam, kochanie ? Co dziś będziesz porabiać?-spytała mama, siadając na krześle od biurka.
-Mamy zamiar z Jessiką i Chrisem jechać na plaże, a potem na zakupy i do restauracji, a co? -spytałam, siadając na łóżko.
-A tak się spytałam, bo dziś w nocy bedą spadające gwiazdy i myślałam, że razem z Tatą, Chrisem i Jessiką pojedziemy je po oglądać.
-Jasne, czemu nie, możemy jechać.-powiedziałam, uśmiechając się do mojej rodzicielki.
-A co z Jadenem? Odzywa się?
-Nie rozmawiałam z nim, od kąt widziałam go w Centrum. Mamo boję się...-powiedziałam, przytrzymując poduszkę przy brzuchu i patrząc na rodzicielkę smutnym wzrokiem.
- Czego kochanie? -spytała.
-Że nie przyjdzie...
-Kochanie, musisz być dobrej myśli. A teraz się nie smuć tylko przebieraj się w strój i leć na plaże, bo taka blada masz mi nie wyjeżdżać, bo pomyślą, że nie wypuszczałam cię na dwór hehe.- zaśmiała się, wstając z krzesła i podchodząc do drzwi.
-Mamo to nie moja winna, że tak mnie słońce nie bierze. -powiedziałam też wstając i podchodząc do szuflady i wyciągając moje Bikini.
-Dobrze, już dobrze, ubieraj się. -powiedziała i wyszła zamykając za sobą drzwi. Weszłam do łazienki i ubrałam się w strój. Wychodząc z łazienki napisałam do Jessi, że już jestem gotowa i mogą po mnie przyjechać. Od razu dostałam wiadomość, że Chris marudzi, jakie ma kąpielówki ubrać. Zaśmiałam się pod nosem i czytałam dalej. ''Zaraz będziemy, jak Księżniczka wybierze se galotki, buźka '' napisałam krótkie "ok" i zaczęłam pakować rzeczy, potrzebne na plaże.
Dostałam wiadomość, że mogę wychodzić, więc zeszłam na dół, pożegnałam się z Rodzicami i wyszłam z domu, kierując się do Jessiki auta. Weszłam na tylnie siedzenie i zaczęła jechać. Zaczęliśmy rozmawiać do jakiej restauracji pójdziemy. Chris nie dawał za wygraną, wiec idziemy na pizzę. Po krótkiej jeździe samochodem, byliśmy już na miejscu. Zapłaciliśmy za parking i zaczęliśmy szukać miejsca do leżenia. Chris znów marudził, że chce przy wodzie leżeć.
-Chris, ty masz może okres? Bo gorzej się zachowujesz, niż baba w ciąży. -powiedziałam, prawie kopiąc Chrisa w tyłek.
-Po prostu dziś mu nic nie pasuje. -powiedziała Jessika, kładąc rzeczy koło wody.
-Zadowolony?-spytała Jessi, patrząc na Chrisa. Chris tylko potaknął z uśmiechem na ustach i pocałował Jessike.
Ściągnęłam moje ciuchy i rozłożyłam mój koc. Kładąc się posmarowałam się olejkiem do opalania i ubrałam moje okulary przeciwsłoneczne i zaczęłam moje Leżing Pleżing.
Chrisowi się zaczęło nudzić i postanowił mnie i Jessike wrzucić do wody. Na jedne ramie wziął mnie, a na drugie Jessike i zaczął iść w stronę Morza. Pytam się, jak nas dwie uniósł. Wszedł do środka, jak by nie było lodowato i szedł, aż doszedł do lini brzucha. My przez całą drogę krzyczałyśmy, żeby nas puścił, albo żeby ktoś nam pomógł, ale nie, nikt nie raczył nawet na nas spojrzeć.
-Którą z was mam pierwszą wrzucić, hm? -spytał się z złowieszczym uśmiechem. -A wiecie co? Nie wrzucę was. I wtedy puścił nas w prost do wody. My szybko się wynurzyłyśmy i zaczęłyśmy się trząść jak galarety.
-Mówiłeś, że nas nie puścisz!-krzyknęła Jessika z wkurzoną buzią do Chrisa.
-Nie mówiłem, że nie puszę was obie naraz haha.-zaczął się śmiać, łapiąc się za brzuch. Popatrzałam na Jessike, a ona na mnie i się do siebie uśmiechnęłyśmy. Jessika podeszła do Chrisa z wielkim uśmiechem na twarzy i rozłożyła ręce, żeby go przytulić. On nie zauważając mnie, jak przechodzę koło niego, rozłożył ręce i Jessika się w niego wtuliła. Wtedy ja wkroczyłam i postawiłam mu haka, a Jessika pociągnęła go do siebie i siup leżał nasz kochany w wodzie, ktusząc się ze śmiechu.
Po dwóch godzinach bawienia się na plaży, poszliśmy się przebrać i iść w stronę auta. Teraz czas na pizzę!
W aucie śpiewałyśmy na głos" Mam te moc", na co Chris błagał wszystkich przez okno, żeby go zabrali.
W pizzeri było kilka osób, nie było tłoku jak zawsze, więc mogliśmy wybrać sobie miejsce. Wzięliśmy miejsce przy oknie. Mieliśmy widok na całe Centrum. Wieczorem jest tu zawsze ładnie. Zapalone lampy uliczne, auta jeżdżące i zapalone światła we wszystkich budynkach. Patrząc się tak na zewnątrz, przypomniała mi się jedna rzecz.
-Właśnie zapomniałam wam powiedzieć, że Mama zaprasza nas na wspólne oglądanie spadających gwiazd i czy nie zechcieli byście się dołączyć, hm?-spytałam się, biorąc menu i oglądając zawartość.
-Jasne, czemu nie i tak nie mamy nic do roboty dziś w nocy...-powiedziała Jessika, uśmiechając się do Chrisa, swoim złowieszczym uśmiechem.
-No weź! Nigdzie nie jedziemy!. -powiedział Chris, oburzony.
-Nie pobzykasz Chris, haha.-powiedziałam śmiejąc się, na co Chris na moje słowa, oburzył się jeszcze bardziej i zamknął się wiedząc, że i tak nie wygra. Nachylił się do menu i zaczął sobie wybierać jedzenie.
-Co mogę podać?- spytała młoda kelnerka, na oko w naszym lub Chrisa wieku, patrząc na Chrisa wzrokiem '' chce cię przelecić'' zauważając to, nie mogłam się opanować i zaczęłam się nie fortunie śmiać. Kelnerka zauważając to popatrzyła teraz w moja stronę, patrząc się na mnie, jak na dziecko specjalnej troski. A Chris się zarumienił, haha.
-Ja poproszę pizze z pieczarkami, a ty kochanie?-wysyczała Jessika w stronę kelnerki i Chrisa.
-To samo poproszę, a ty Wika?
-Ja poproszę pizzę z serem i salami i do tego pepsi.-powiedziałam, już się trochę uspokajając. Dziewczyna napisała wszystko w swoim notesiku, schowała go do kieszeni i odeszła do kuchni.
W jednej sekundzie posmutniałam.
-Będzie mi was brakować.-powiedziałam, ze smutkiem w głosie.
-Właśnie mieliśmy ci coś powiedzieć, ale to nie jest jeszcze pewne.-powiedział Chris i złapał za Jessiki rękę. Ekhem, czy ja dobrze rozumiem ? Będę ciocią ?
-Będziemy się wyprowadzać i to będzie ...New York baby! -powiedziała Jessika.
-Naprawdę? nie wieże jejku, jak się cieszę! -zaczęłam piszczeć, jak dziecko na gwiazdkę. Na co niektóre oczy w sali spoglądały na mnie z dziwnym wyrazem twarzy. Oni zaczęli się cieszyć razem ze mną, aż nie przyszła, ta sama kelnerka z naszymi zamówieniami.
Po pizzy zajechaliśmy już do Rodziców czekając, aż się wyszykują i pojechaliśmy oglądać spadające gwiazdy.
-Spójrz tam ! Woow.-wskazałam na spadającą gwiazdę, mówiąc do siedzącej koło mnie Jessiki. Niebo było bez chmurne tej nocy, więc było dokładnie widać spadające gwiazdy.
Każdy mówi, że jak zobaczy spadającą gwiazdę, to trzeba pomyśleć życzenie, ale czy to się sprawdza ? Może, jak wymówię w myślach życzenie, to może się spełni. Każdy może mieć nadzieje. Pomyślałam o Jadanie, co będzie gdyby? Te pytanie ciągle chodzi mi po głowie. Czy już wyszłam z tego rozdziału z depresją i jak coś nie wyjdzie to czy nie wrócę do początku? Boję się, że znów zostanę sama i że nikt nie będzie mnie rozumiał.. Jaden proszę cię wyjedź ze mną... Potrzebuje cię...
*Perspektywa Jadena*
Co się stało w Centrum, nie powinno się zdażyć. Jestem tak złym chłopakiem, że nie wiem, czy Wiktoria chce jeszcze ze mną być. Powinnienem być przy niej, a nie jak głupi tchórz nie widywać się z nią. Myśle o tym cały czas, czy zostać tu bez niej, czy wyjechać i żyć sobie od nowa razem z dziewczyną, którą kocham...
Wstałem bardzo późno. Spojrzałem zasypanymi oczami na zegarek stojący na mojej szafce nocnej. Była 13. Wziąłem poduszkę, leżącą koło mnie i położyłem sobie ją na twarz. Już dziś wyjeżdża, a ja jeszcze nie podjąłem decyzji. Dlaczego nie możemy tu zostać ?
Wstałem z łóżka i poszedłem do łazienki. Podeszłem do umywali i spojrzałem w lustro. Miałem kilkudniowy zarost i podkrążone oczy. Włączyłem lodowatą wodę i nabrałem trochę na ręce. Podniosłem do mojej twarzy i zanurzyłem ją. Od razu mnie rozbudziła. Umyłem zęby i wyszedłem, idąc do mojego pokoju. Ubrałem jakieś ciuchy i rzuciłem się na łóżko. Wziąłem mój telefon i zauważyłem, że mam jedną nowa wiadomość od nie znanej mi osoby.
Otworzyłem wiadomość i przeczytałem zawartość.
"Kochany Jadenie, może znasz tą dziewuszke? *ząłącznik* Przerwałem czytanie, patrząc na pobitą Liliannę, związaną do jakiegoś łóżka. Wściekły czytałem dalej. " Czas tyka jak zegar, więc się spiesz chłopczyku, jak chcesz widzieć ją żywą..."Ktoś porwał Lilianne i wiem kto jest nadawcą. Wyszedłem pędem z domu i wsiadłem do auta. Z piskiem opon wyjechałem z podjazdu. Kierunek biuro mojego Wuja..
*perspektywa Lilianny*
Wracając wieczorem do domu od Adriana, szłam nie dobrze oświetloną ścieżką, ale tylko ona była najkrótszą drogą do mojego domu.
Idąc, usłyszałam idące za mną kroki. Pomyślałam, że ktoś też chce iść tą stroną, ale się myliłam. Ten ktoś zaczął przyspieszać, więc jak gdyby nic zaczęłam biec, ale on był szybszy ode mnie i złapał mnie za plecy, przykładając do buzi jakąś szmatę. Po chwili już nic nie widziałam i chyba straciłam przytomność.
Gdy się obudziłam, leżałam w jakiejś małej piwnicy, przywiązana do jakiegoś łóżka. Jak można nazwać metalowe oparcie i jakiś stary materac, który był do tego dziurawy. Chciałam się poruszyć, ale moje ręce były tak ściśnięte, że od razu tego pożałowałam.
Było ciemno, ale świeciła mała już prawie rozładowana latarka. Nigdzie nie było okna, więc nie wiedziałam, czy jest rano, czy wieczorem...
*Perspektywa Wiktorii*
Dziś wyjeżdżam ! Cieszę się z tego, ale do tego też się boje, że wyjadę z tego miasta sama. Jaden się nie odzywa, nie wiem czy w ogóle podjął decyzje.
Wstałam i sie przyszykowałam. Na dole czekało już na mnie śniadanie. Wszyscy z domowników siedzieli juz przy stole, zajadając się naleśnikami mojej mamy.
Jak wszystko już zjedliśmy, poszłam na górę zobaczyć, czy niczego nie zapomniałam. Moja Mama ciągle chodziła za mną i wkładała do torb tony jedzenia. Mówiłam jej ciągle, że nie umrzemy z głodu, ale ona i tak nie ustępowała. Chyba wyjadę z tąd z 4 torbami z jedzeniem. Krzyczałam już do taty, żeby zabrał mi ją już z oczu... Umówiłam się z Jessi i Chrisem, że mnie zawiozą na pociąg. Narazie nie jadą ze mną, muszą pierw wszystko uporządkować tu i wtedy już będziemy mieszkać w tym samym mieście.
O godzinie 16 byłam już przyszykowana i zaraz mieli po mnie zajechać. Mam pociąg o 17, ale wole być tam wcześniej..Wiecie korki... No i Jaden...
Pare minut po 16 usłyszałam klakson, więc tata pomógł mi powynosić walizki. Chris wyszedł
z auta i złapał się za głowę, jak zobaczył tyle torb.
-Coś ty tam zabrała ? Pół domu?- spytał, patrząc się, to na mnie, to na torby.
-Nasza mama boi się, że umrę z głodu, więc wsadziła wszystko co mogła zmieścić w trzech torbach. Już sama nie wiem, jak ja się z tym zabiorę.
Spakowali wszystko do środka i trzeba było się żegnać. Podeszłam do taty i przytuliłam się do niego. Tata od razu odwzajemnił uścisk, ale troszkę za mocno, bo nie mogłam oddychać.
-Moja mała dziewczynka wyjeżdża do dużego miasta sama, ja tego nie przeżyje. -powiedział, smutnym głosem.
-Tato, nie będę sama. Będę mieszkać z Leylą i Adrianem no i może... z Jadenem. Nie musisz się o mnie martwić. Przecież będziecie mogli mnie z Mamą odwiedzać. -powiedziałam, uwalniając się z jego uścisku i idąc do już płaczącej Mamy.
-Mamo nie płacz, bo ja zacznę.-powiedziałam, przytulając się do niej.
-Już dobrze, już dobrze. -powiedziała i wytarła ręką oczy.
-Kochanie pamiętaj, bądź tam ostrożna.-powiedziała i mnie puściła. Przyjrzała mi się jeszcze i wszyscy razem poszliśmy do auta. Jeszcze raz się przytuliliśmy i wsiadłam do środka. Chris się też pożegnał i wsiadł do auta. Kierunek stacja.
*Perspektywa Jadena*
Z piskiem opon zaparkowałem auto na parkingu biura mojego Wuja. Wyszedłem z niego pospiesznie i wszedłem do recepcji. Młoda sekretarka właśnie kończyła rozmowę telefoniczną. Podeszłem do niej akurat kiedy kładła słuchawkę.
-Muszę do Wuja.-syknąłem w stronę Sekretarki. Ona Popatrzała się na mnie spod byka.
-Twój Wuj teraz nie może przyjmować gości do swojego biura. -powiedziała i wróciła do podpisywania jakiś papierków.
-Nie obchodzi mnie to. -warknąłem i zacząłem iść w stronę jego biura. Ona próbowała mnie zatrzymać, ale i tak wszedłem do środka. Mój Wuj
siedział przy biurku przed startą papierów do podpisania.
-Wiedziałem, że od razu przyjedziesz.- powiedział, spoglądając na mnie i ściągając okulary z nosa oraz kładąc je koło papierów. Następnie rozłożył się na swoim fotelu.
-Gdzie ona jest?!-wysyczałem.
-Nie tym tonem!-powiedział, a na jego buzi zagościł drwiący uśmieszek. -Jest tam gdzie ty jej nie znajdziesz. -Dodał.
-Co mam zrobić, żebyś ją puścił? -spytałem, bardziej się wkurzając.
-Mądry z ciebie Chłopak.-zaśmiał się. -Są dwie rzeczy. Pierwsza zostawiasz Wiktorię i nie wyjeżdzasz z nią, a druga będziesz dla mnie pracował, proste nieprawdasz ? -spytał, patrząc na mnie znacząco.
Nie mogę zostawić Wiktorii... Dopiero co ją odzyskałem i znów mam ją stracić ? Kocham ją bardzo, ale też wiem do czego jest zdolny mój Wuj. Przecież jak wyjadę z Wiktorią to on zabije Liliannę... I jeszcze dla niego pracować...
Muszę, jak najszybciej podjąć dezycję...
Wuj dał mi 10 minut na zastanowienie się, a tymczasem poszedł zadzwonić do Asystenta, żeby jak się zgodzę wypuścić Liliannę.
-Chyba podjąłem decyzję...-pomyślałem.
Poczekałem na Wuja, który po chwili wrócił do gabinetu.
-I co zamierzasz? -spytał, podnosząc jedną brew do góry.
-Zostaje...a teraz wypuść Liliannę! -powiedziałem, patrząc na niego z wściekłością.
-Nie tak szybko. Najpierw podpiszesz umowę o prace i Wiktoria wyjedzie z miasta, wtedy wypuszczę Liliannę.-powiedział, podając mi umowę. Wziąłem długopis i się podpisałem...
Błagam żeby Wiktoria mi wybaczyła...
*Perspektywa Wiktorii*
Jest godzina odjazdu, a Jadena nie ma... Chyba się łudziłam, że pojedzie ze mną...
- Wiktoria, może zaraz przyjdzie.-powiedziała Jessika. Na co ja pokręciłam głową. Konduktor zaczął krzyczeć, że za 2 minuty odjazd. Przytuliłam się do nich i pojedyńcza łza poleciała mi po policzku, ale od razu ją wytarłam. -Zaraz się będziemy widzieć, więc nie musimy tak się żegnać, a teraz leć bo ci odjadą.-powiedział Chris. Przytuliłam ich ostatni raz i poczłapałam do wejścia. Wsiadłam do pociągu i znalazłam mój sektor. Jak go znalazłam usiadłam i stanęłam w oknie i zobaczyłam, że Jessika i Chris czekają aż odjadę. Usłyszałam gwizdek i zaczęliśmy się powili toczyć. Zaczęłam machać do nich, na co od razu zareagowali i też zaczęli machać. Po chwili już ich nie widziałam tylko pola i lasy...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz