środa, 1 czerwca 2016

Rozdział 21

Perspektywa Jadena
Minął tydzień odkąd nie rozmawiam z Wiktorią. Minął tydzień od incydentu z Lilianną. Pewnego dnia zadzwoniła do mnie, czy nie możemy się spotkać. Nie miałem nic do roboty, więc się zgodziłem. Na spotkaniu przepraszała mnie za ten incydent. Uzgodniliśmy, że nie było takiego incydentu i zaczęliśmy się przyjaźnić. Jest w porządku. Tylko za mało mówi o przeszłości, ale nie mam jej tego za złe. Ale też jest bardzo odważna. A z Wiktorią się nie widziałem, bo zawsze jak miałem do niej iść, tchu-żyłem, bo boję się, że spyta mnie znów o to, czy z nią wyjadę, a ja jeszcze nie podjąłem decyzji. Rozmawiałem z Chrisem o Wiktorii. Jak tam u niej? czy jest na mnie zła? czy już ma zamiar wyjeżdżać? Chris powiedział, że narazie nigdzie nie jedzie, bo koleżance się przedłużyło w szkole i musi poczekać jeszcze 2 tygodnie, więc mam jeszcze czas. A najgorsze jest w tym to, że nie wiem co zrobić.
Perspektywa Wiktorii
Dziś minął tydzień od incydentu z Jaden'em w parku. Chciałam się z nim spotkać, ale Jessi odradzała. Mówiła żebym dała mu czas na zastanowienie się. Z wyjazdem musze trochę poczekać, bo Leyla musi skączyć szkole i wtedy będzie mogła się ze mną przeprowadzić, a że przez rok szkolny wyjeżdżała z rodzicami, musi chodzić do letniej szkółki i to nadrobić i wtedy może zamieszkać ze mną. Dziś wstałam bardzo wcześnie, ponieważ nie mogłam spać w nocy. Dziś idę do domu. Muszę pogadać z rodzicami. Powiedzieć im, że wyjeżdżam i że już nie jestem bardzo zła na nich. Wiem, że im się nie spodoba wyjazd, no ale cóż, mam 18 lat i mogę robić co mi się żywnie podoba.
Wstałam z łóżka i podeszłam do moich rzeczy. Wybrałam sobie sukienkę w kolorze karnacji i do tego moje ulubione balerinki. Dziś był piękny słoneczny dzień. Ubrałam się i zeszłam na dół do kuchni. Jessica już stała przy garach i gotowała. Usiadłam sobie przy stole i przysłuchiwałam się jej śpiewaniu.
-Co tam gotujesz?-spytałam, biorąc do ręki gazetę.
Jessika odwróciła się do mnie gwałtownie, zrzucając prawie szklankę z wodą. Ale w ostatniej chwili złapała ją.
-Przestraszyłaś mnie!!- krzyknęła, na co ja się zaśmiałam.
-To nie jest śmieszne, prawie zawału dostałam.-powiedziała udając obrażoną, ale po chwili zaczęła się śmiać.
-To co tam gotujesz?-spytałam jeszcze raz, nie dostając wcześniej odpowiedzi.
- Spagetti bolonesse. -odpowiedziała -Co dziś idziesz do rodziców ?-spytała, mieszając makaron.
-Tak, musze to zrobić, ale boje się trochę.- powiedziałam, przekładając kartkę.
-Nie bój się nic się nie stanie. Po prostu pogadasz z nimi i powiesz im że wyjeżdzasz.
-Mhm.- powiedziałam i stanęłam, podchodząc do lodówki, wyciągając picie i nalewając sobie do szklanki.
-Wyciągniesz talerze ?
-Jasne.- podeszłam do szafki i wyciągnęłam talerze, kładąc je koło niej i usiadłam na swoje miejsce. Ona nakładała spaghetti, nucąc sobie jakąś melodie. Po chwili już zajadaliśmy spaghetti.

Zjadłyśmy a potem zaczęłam myć naczynia.
 - Jessika? -zawołałam ją. Ona po chwili pojawiła się w kuchni.
-Tak?
-Pożyczyła byś mi swoje auto? Bo moje jest jeszcze u rodziców.-powiedziałam, wycierając talerz.
-Jasne, nie ma sprawy, a kiedy jedziesz ? -spytała się, pomagając mi w chowaniu naczyń do szafek.
-Hm za jakieś 30 min.- powiedziałam, patrząc się na zegarek.
-Ok, tylko potrzebowała bym go gdzieś za 2 godziny, bo jadę na zakupy. Właśnie! Nie chciała byś jechać ze mną ?- spytała Jessika.
-Jasne pojadę. -powiedziałam uśmiechając się do niej.
Odeszłam od zlewu i udałam się na górę. Poprawiłam się i wyszłam z domu. Gankiem doszłam do auta i wyjechałam z podjazdu, udając się do domu.

Dojechałam do domu. Zobaczyłam dwa auta na podjeździe, więc Tata i Mama są w domu. Zgasiłam auto, ale nie wyszłam z niego. Nie mogłam ruszyć się z miejsca.
Zamknęłam oczy i wzięłam wielki wdech i wydech. Otworzyłam drzwi, nie otwierając oczu. Wysiadłam i otworzyłam oczy. Schyliłam się po kluczyki i zamknęłam auto. Podeszłam do drzwi i lekko zapukałam. Usłyszałam kroki, które się zbliżały. Już chciałam się wycofać, ale nagle otworzyły się drzwi i ujrzałam Tatę. Jego oczy się powiększyły patrząc na mnie. Staliśmy tak w ciszy, aż Tata zrobił pierwszy krok i przytulił mnie. -Witaj Córeczko.
-Witaj Tato.

Usiadłam w salonie, a tata poszedł po mamę. Jak ona weszła do środka i mnie zobaczyła, zamarła.
-Hej Mamo. -powiedziałam, żeby przełamać lody.
Ona nie odpowiedziała tylko podeszła i siadła koło mnie na sofie.
-Przepraszam cię kochanie.-powiedziała i zaczęła płakać.
-Mamo już wszystko dobrze. Przepraszam, że się do was nie odzywałam, ale potrzebowałam czasu.
-Kochanie my to rozumiemy.-powiedział Tata.
-Nie przyszłam tu tylko żeby się pogodzić. Muszę wam coś powiedzieć.
-Tak kochanie?
-Jak się pokłóciliśmy, pojechałam do dziadków i tam poszłam do Leyly i uzgodniłyśmy, że razem zamieszkamy w mieście tam gdzie kiedyś mieszkaliśmy i wiem, że może wam się to nie podobać, ale mam 18 lat i mogę robić co chcę.
-Rozumiemy kochanie, dlatego od nas możesz zamieszkać, jak będziesz wtedy szczęśliwa to my też będziemy.

Pogadaliśmy jeszcze trochę i musiałam już iść, ponieważ Jessika już na mnie czeka. Wzięłam jeszcze parę ciuchów i powiedziałam rodzicom, że jeszcze dziś przyjadę po auto. Wyszłam z domu i udałam się do auta. Weszłam do środka i wyciągnęłam z kieszeni telefon i wybrałam numer Jessiki.
-Halo? - odebrała po 2 sygnale.
-Możesz za 5 min wychodzić, zaraz będę koło domu. -powiedziałam odpalając auto.
-Ok to idę ubrać kurtkę i wychodzę, wziąć ci coś?
-Tak, mogła byś wziąć mój portfel.
-Jasne to do zobaczenia.
Rozłączyłam się i wyjechałam z podjazdu. Ruszając w stronę domu.

Po 5 minutach byłam koło domu.
Jessika wsiadła na miejsce pasażera i pojechałyśmy do centrum handlowego.

Chodziłyśmy po sklepach, kupując dużo ciuchów. Po 2 godzinach już nie czułyśmy nóg.
-Jedziemy już, bolą mnie nogi.-powiedziałam zdyszana.
-Jasne popieram ten pomysł.
Zaczęłyśmy iść w stronę wyjścia. Jak byłyśmy już prawie na miejscu, stanęłam jak wryta. Zobaczyłam tam Jadena i jakąś dziewczynę. On chyba mnie zauważył, bo też stanął, ale się otrząsnął i podszedł do mnie.
-Hej Wiktoria.-powiedział zmieszany.
-Hej co ty tu robisz?- spytałam, zazdrosna.
-Przyszedłem tu z Przyjaciółką po prezent.
-A do mnie to nie raczyłeś przyjść, jestem do cholery twoją dziewczyną! -powiedziałam wkurzona.
-Miałem zamiar, ale nie podjąłem jeszcze decyzji, czy chcę z tobą wyjechać.
-Nie musiałeś mi mówić, czy już podjąłeś decyzje, tylko przyjść i pogadać ze mną!
-Przepraszam Kochanie.
-Nie nazywaj mnie tak ! Albo przyjdziesz w dzień wyjazdu i pojedziesz ze mną albo nie. Nie obchodzi mnie to.  Chodź Jessika nie chcę tu stać. Odeszłam od nich i zaczęłam iść w stronę wyjścia. Wyszłam ze sklepu i udałam się do auta. Otworzyłam bagażnik i wsiadłam do auta. Poczekałam chwilę na Jessikę i wyjechałyśmy z parkingu wprost do moich rodziców. Jak byłyśmy koło domu, wyszłam i poszłam po kluczyki. Mama dała mi kluczyki i wsiadłam do mojego auta i zaczęłyśmy jechać do domu.
2 kom. nowy rozdział :)
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hejka :) Pzepraszam, przepraszam, przepraszam za tak długą nieobecność po prostu nie miałam weny :( nie wiem czy będę dodawać co tydzien zobaczymy. A i Wszystkiego Najlepszego w dniu Dziecka !


1 komentarz:

  1. Witaj!

    Zapraszam na Helikon Elizejski, na którym zrzeszam blogi z opowiadaniami.

    A także na kurier-elizjum.blogspot.com
    do udziału we wspólnej przygodzie!

    helikon-elizejski.blogspot.com

    Pozdrawiam serdecznie! ;)

    OdpowiedzUsuń